Po maturze w 1959 roku rozpoczął studia weterynaryjne na SGGW i szybko
stwierdził, że tok studiów mu nie odpowiada. Zamiast na I i II semestrze
uczyć się botaniki, chemii i łaciny wolał chodzić na zajęcia i ćwiczenia
IV i V roku, gdzie była bezpośrednia styczność ze zwierzętami i możliwość
brania udziału w zabiegach – operacjach zwierząt. Naturalnie
skończyło się to rezygnacją uczelni z przyszłego niedouczonego lekarza
weterynarii.
W związku z powyższym postanowił zmienić swoje
zainteresowania, a mając już prawie 21 lat, chciał się szybko
usamodzielnić i w miarę dobrze zarabiać. Było to możliwe do osiągnięcia
w poligrafii w zawodzie drukarza. Matura pozwoliła mu ominąć technikum
poligraficzne i w ciągu 2 lat poznał tajniki sztuki drukarskiej. Po zdaniu
egzaminów został początkowo zecerem, a potem linotypistą, zawód podobał
mu się: skład nowo wydawanych książek, nowinek technicznych itp. Drukarzem
był do 1971 roku, a z poligrafią związany był jeszcze przez 4 lata. W tym
okresie prowadził dom wczasowy drukarza oraz kolonie i zimowiska dla dzieci
drukarzy koło Karpacza.
Jego przygoda z turystyką i hotelarstwem to przypadek. Otóż
jako człowiek młody i energiczny udzielał się społecznie na terenie zakładu
pracy. Zaowocowało to wyborem na sekretarza rady zakładowej. Bezpartyjny
sekretarz miał jednak ciągłe potyczki z POP i dyrekcją. W pewnym momencie
dyrektor przedsiębiorstwa stwierdził, że jest ich o jednego za dużo i
zesłał do Karpacza, gdzie banita objął ośrodek wczasowy. Pewnie miał się
nie sprawdzić, co umożliwiłoby pozbycie się jego skromnej osoby. Tak się
jednak nie stało: w tym czasie pokończył różnego rodzaju kursy, które
pozwoliły mu zająć się na poważnie hotelarstwem, gastronomią i turystyką.
W drugiej połowie lat 70-tych wrócił do W-wy i do 1982 roku
pracował w WOW "Wisła", kierując ośrodkami tego przedsiębiorstwa
turystycznego, a potem do końca 1989 r. – w WPT "Syrena". Karierę w
hotelarstwie skończył na prowadzeniu hotelu "Nowa Praga".
W 1990 roku znowu nastąpiła całkowita zmiana w jego karierze
zawodowej. W tym czasie, jak wszyscy pamiętają, zaczęły powstawać nowe
prywatne firmy handlowe, gdzie naprawdę można było dobrze zarobić. Związał
się z firmą "ZIBI", istniejącą do dzisiaj. Pracował tam do emerytury na
stanowisku z-cy dyr. do spraw handlowych.
Reasumując, przez te 45 lat było go "wszędzie pełno", cztery
razy zmieniał zawód i swoje zainteresowania i nie żałuje tego. Pewnie gdyby
był młodszy i nie uległ wypadkowi, to może spróbowałby jeszcze zająć się
czymś nowym. Niestety stało się to już niemożliwe. Jest na emeryturze i
dodatkowo ma przyznaną rentę z tytułu wypadku w pracy.
Życie prywatne też miał burzliwe. Najpierw w wieku 21 lat zakochał się
w Wandzie, swojej rówieśniczce. Ona chciała wyjść za mąż, ale on nie był
do tego jeszcze gotowy, więc niestety nic z tego nie wyszło. Potem poznał
Mirkę i w 1964 roku ożenił się, chyba za szybko – jak mówi, bo po
niecałych 13 latach małżeństwo się rozpadło. Z tego małżeństwa ma syna
Krzysztofa i córkę Małgorzatę.
Syn Krzysztof (ur. 1965) jest żonaty z Polką, mieszka w Kiel (Kilonia)
i prowadzi stację samochodową Renault. Córka Małgorzata (ur. 1969)
ma córkę i syna i też wraz z mężem mieszka w Niemczech, w Münster.
Z progeniturą ma Tadeusz bardzo dobre kontakty, często się widują.
W 1978 roku ożenił się powtórnie, jego żoną została Elżbieta,
którą niektórzy mieli okazję poznać na balu w 2006. roku. Mówi, iż z ręką
na sercu może stwierdzić, że wygrał główny los na loterii życia. Ma kochaną
i kochającą żonę, z którą ma córkę Renatę (ur. 1985), studentkę AM.
Obecnie cieszy się życiem emeryta, kradnie Panu Bogu kolejne
dni, spędza je tak, jak chce, i życzy sobie, by było ich jak najwięcej.