2003 Tadeusz Hertz

+48 508 807 058   22 642 84 64

02-750 Warszawa, ul. Patkowskiego 2 m. 6

Po maturze w 1959 roku rozpoczął studia weterynaryjne na SGGW i szybko stwierdził, że tok studiów mu nie odpowiada. Zamiast na I i II semestrze uczyć się botaniki, chemii i łaciny wolał chodzić na zajęcia i ćwiczenia IV i V roku, gdzie była bezpośrednia styczność ze zwierzętami i możliwość brania udziału w zabiegach – operacjach zwierząt. Naturalnie skończyło się to rezygnacją uczelni z przyszłego niedouczonego lekarza weterynarii.
    W związku z powyższym postanowił zmienić swoje zainteresowania, a mając już prawie 21 lat, chciał się szybko usamodzielnić i w miarę dobrze zarabiać. Było to możliwe do osiągnięcia w poligrafii w zawodzie drukarza. Matura pozwoliła mu ominąć technikum poligraficzne i w ciągu 2 lat poznał tajniki sztuki drukarskiej. Po zdaniu egzaminów został początkowo zecerem, a potem linotypistą, zawód podobał mu się: skład nowo wydawanych książek, nowinek technicznych itp. Drukarzem był do 1971 roku, a z poligrafią związany był jeszcze przez 4 lata. W tym okresie prowadził dom wczasowy drukarza oraz kolonie i zimowiska dla dzieci drukarzy koło Karpacza.
    Jego przygoda z turystyką i hotelarstwem to przypadek. Otóż jako człowiek młody i energiczny udzielał się społecznie na terenie zakładu pracy. Zaowocowało to wyborem na sekretarza rady zakładowej. Bezpartyjny sekretarz miał jednak ciągłe potyczki z POP i dyrekcją. W pewnym momencie dyrektor przedsiębiorstwa stwierdził, że jest ich o jednego za dużo i zesłał do Karpacza, gdzie banita objął ośrodek wczasowy. Pewnie miał się nie sprawdzić, co umożliwiłoby pozbycie się jego skromnej osoby. Tak się jednak nie stało: w tym czasie pokończył różnego rodzaju kursy, które pozwoliły mu zająć się na poważnie hotelarstwem, gastronomią i turystyką.
    W drugiej połowie lat 70-tych wrócił do W-wy i do 1982 roku pracował w WOW "Wisła", kierując ośrodkami tego przedsiębiorstwa turystycznego, a potem do końca 1989 r. – w WPT "Syrena". Karierę w hotelarstwie skończył na prowadzeniu hotelu "Nowa Praga".
    W 1990 roku znowu nastąpiła całkowita zmiana w jego karierze zawodowej. W tym czasie, jak wszyscy pamiętają, zaczęły powstawać nowe prywatne firmy handlowe, gdzie naprawdę można było dobrze zarobić. Związał się z firmą "ZIBI", istniejącą do dzisiaj. Pracował tam do emerytury na stanowisku z-cy dyr. do spraw handlowych.
    Reasumując, przez te 45 lat było go "wszędzie pełno", cztery razy zmieniał zawód i swoje zainteresowania i nie żałuje tego. Pewnie gdyby był młodszy i nie uległ wypadkowi, to może spróbowałby jeszcze zająć się czymś nowym. Niestety stało się to już niemożliwe. Jest na emeryturze i dodatkowo ma przyznaną rentę z tytułu wypadku w pracy.

Życie prywatne też miał burzliwe. Najpierw w wieku 21 lat zakochał się w Wandzie, swojej rówieśniczce. Ona chciała wyjść za mąż, ale on nie był do tego jeszcze gotowy, więc niestety nic z tego nie wyszło. Potem poznał Mirkę i w 1964 roku ożenił się, chyba za szybko – jak mówi, bo po niecałych 13 latach małżeństwo się rozpadło. Z tego małżeństwa ma syna Krzysztofa i córkę Małgorzatę.
    Syn Krzysztof (ur. 1965) jest żonaty z Polką, mieszka w Kiel (Kilonia) i prowadzi stację samochodową Renault. Córka Małgorzata (ur. 1969) ma córkę i syna i też wraz z mężem mieszka w Niemczech, w Münster. Z progeniturą ma Tadeusz bardzo dobre kontakty, często się widują. W 1978 roku ożenił się powtórnie, jego żoną została Elżbieta, którą niektórzy mieli okazję poznać na balu w 2006. roku. Mówi, iż z ręką na sercu może stwierdzić, że wygrał główny los na loterii życia. Ma kochaną i kochającą żonę, z którą ma córkę Renatę (ur. 1985), studentkę AM.

    Obecnie cieszy się życiem emeryta, kradnie Panu Bogu kolejne dni, spędza je tak, jak chce, i życzy sobie, by było ich jak najwięcej.

Z archiwum T. Hertza (23 zdj.; 0,4 Mb)