Nie dostała się na biochemię, więc skończyła Szkołę Laborantów i pracowała
w przychodni, w laboratorium medycznym. Po natarczywych naleganiach swojego
przyszłego męża, Holendra, którego poznała w Operze w Warszawie, wyjechała
w 1964 r. do Holandii, gdzie pracowała na Politechnice w Delft, na wydziale
chemii. W 1965 r. wyszła za mąż za swojego Holendra. Antoine jest inżynierem,
specjalistą od turbin gazowych, znającym 4 języki, a teraz 5 - Teresa nauczyła
go polskiego, z czego Antoine jest niesłychanie dumny. Mieszkali w Delft,
Amsterdamie i Rotterdamie, gdzie urodzili się ich dwaj synowie. W 1973 r.
amerykanie "kupili" Antoine'a i rodzina przeprowadziła się na południe Belgii,
gdzie mieszka do dziś w przemiłej miejscowości. Antoine, ze względów zawodowych,
spędzał czas najczęściej w samolotach i najlepszych hotelach świata, podczas
gdy Teresa pilnowała dzielnie dzieci i majątku.
Pasjonuje ich teatr, kino, muzyka (Antoine gra na
pianinie), ekspozycje, muzea, książki. Prowadzą aktywne życie towarzystkie,
przyjmują gości, również z Polski, wszyscy są u nich mile widziani. Chętnie
podróżują (zdj.: niżej): Chiny, Indonezja, Meksyk, Gwatemala, USA, Egipt,
Syria, Jordania, Afryka i Europa. Teresa jest od 25 już lat (!!) słuchaczką
wykładów (historia sztuki, religie, filozofia), uprawia jogę. Założyła też
klub książki, organizuje koncerty i wystawy, niekiedy u siebie w domu. Ma,
jak na razie, dwie synowe, dwie wnuczki i jednego wnuka, wszyscy bardzo kochani.
Przez cały okres poszkolny była w bliskiej przyjażni z Marysią Filipek i Teresą
Osowską.
Teresa dziwi się, choć nigdy się nad tym nie zastanawiała,
że tyle różnych rzeczy dzieje się w ciągu jednego życia.