2018
|
20 grudnia niemały tłumek pożegnał i odprowadził Krzysztofa
Piętaka. Rodzina, poczet sztandarowy 21 WDH, koledzy… Spośród nich ciałem obecni byli:
Marysia F., Bożena G., Jurek H. z Małgosią, Piotrek K., Marek K. z Jadzią, Maciek M., Wojtek Sz.,
który wygłosił zgrabny speech nad grobem, Terenia Sz. z Antoine'm, Janek W. z Joasią i wasz skryba,
MB; oraz wirtualnie (jak i finansowo): Jurek B., Teresa H., Andrzej K.-B., Teresa O.-G. i Wojtek W.
Nadto dwu starszych harcerzy: Dymitr Grunduls i Paweł Skibiński, oraz sympatyczne bractwo z Ochoty:
Basia Wieliczko-Zamorska, Ela Wyrożębska-Zubik oraz Kajtek Zacharewicz. Będziemy pamiętać, Krzychu,
jak nas żegnasz swoim: Uśmiechu!. 4 zdj. (0,3 Mb).
|
7 czerwca świętowaliśmy we
Flora Caffé
60-lecie matury wg pomysłu Tereski Sz. Kilkoro nieobecnych z Australii, Izraela, Polski, Niemiec,
USA i Włoch (Belgia obecna!); więcej niż kilkoro zgarnęła koścista dama. Poniżej fotodokumentacja
obecnych ciałem (z ich partnerami):
|
|
zestaw 1: 10 zdj. (1,2 Mb)
zestaw 2: 11 zdj. (1,1 Mb)
zestaw 3: 11 zdj. (1,0 Mb)
|
27 kwietnia, znowu z inicjatywy Tereski Sz., sfrunęły się ptaszki do Flora Caffé
dla odbycia narad w kwestii terminu i miejsca fetowania 60-lecia matury. Frekwencję
da się ocenić z 9 zdj. (1,5 Mb); zawiodły dwie
panie obiecujące przybyć. Bractwo poczęło ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić…
Pierwszy – Wojtik – zaczął tak: "Takie racje-szmacje i narracje…"
Marek P. zaś zaterlikał: "Muszę zajrzeć do słownika, by zrozumieć spicz Wojtika". I tak zaczął
ćwirzyć, ćwikać, ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać, ze aż Tadek na patyku zagrzmiał gniewnie:
"Milcz Wojtiku!". Gdy usłyszy to nasz Maciek, to im powie: "Głosu już nie macie!" I od razu
wszystkie ptaki w szczebiot, w świegot, w zgiełk nie byle jaki. Jak usłyszy to Terenia, to ustali,
bez wątpienia, przyjąć oczywiste wnioski (w marnych rymach częstochowskich…).
I, rzeczywiście, dość łatwo ustalono miejsce jubileuszu (Flora Caffé, w głębi
podwórca obserwatorium astronomicznego w Al. Ujazdowskich, tuż za wejściem do ogrodu botanicznego).
Termin też udało się ustalić: czwartek 7. czerwca o 17-tej. Będą bąbelki, potem
przystawki (ustalone globalnie przez Terenię Sz., przewodniczącą, wybraną przez aklamację, która
ustali też pozostałe szczegóły) oraz dania wg indywidualnych gustów
(tu menu) – wszystko razem
w cenie kilkudziesięciu 105 złp. Płatność wyłącznie gotówką, bez przedpłat.
|
2017
|
|
13 czerwca, znowu z inicjatywy Tereski Sz., udaliśmy się w dobrych humorach dwoma samochodami
(Marka K. i Tadka) do Hajnówki i Białowieży, by odświeżyć wspomnienia i stawić opór szyszkologii.
Po drodze spodobała się nam 8-letnia Cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego w Siemiatyczach,
wzniesiona całkowicie ze środków lokalnej społeczności (imponujące!), o czym opowiadał nam
arcysympatyczny pop. Ze wspomnieniami poszło nam w Hajnówce całkiem gładko: najpierw w restauracji
Leśny Dworek, potem podczas długiego spaceru, i wreszcie przy składkowej kolacji pod
hotelową wiatą. Następnego dnia zaliczyliśmy tylko Galerię trunków Wschodu na stacji Orlen
w Białowieży, oraz Rezerwat pokazowy żubrów. I tyle dobrego…
14 zdj. (1,8 Mb).
Nigdy więcej nie planujcie wycieczki na siłę, zwłaszcza 13-tego, bo 1° jeden wasz
kolega objaśni was, że w hotelu brak miejsc ("kładę areszt na waszeci !"), 2° objazdy opóźnią
ekskursję mimo wskazań GPS, 3° zamówiona pogoda okaże się deszczową zimnicą, 4° inny wasz
kolega rozbrajająco pozwoli czekać na siebie przez godzinę i 20 minut, a 5° drugi będzie
zbyt zmęczony, by zaliczyć rezerwat, a ten pierwszy tak się będzie spieszył do drugiego, że zostawi
resztę samej sobie, a nadto 6° przymusi swoją załogę do powrotu i odwiedzin Świętej Góry
Grabarki, mimo poprawiającej się pogody i zaplanowanych odwiedzin Białowieży, co wszystkim obniży
humor i wymusi powrót również na drugiej załodze, przez Brok, gdzie ta druga załoga posili się chociaż
w restauracji Gracja. Nigdy więcej 13-go!
|
28 maja, czyli w dniu raportowanej przez Google prymicji, żywotna grupa nawiedziła
Serock tramwajem wodnym, czerpiąc przyjemność z życia, z czego Google raportu nie zdał,
a my zdawamy: 9 zdj. (0,8 Mb).
|
9 maja Tereska Sz., nasza animatorka, spędziła kilkanaście osób do Flora Caffé, gdzie
poniektórzy namiętnie opowiadali o swoich dolegliwościach, inni poniektórzy nie chcieli o nich
słyszeć, było piwo, były dawno nie widziane osoby, nie było PISlamistów, wygarniturowani
faceci ze stolika obok orzekli, że jesteśmy dobrze zakonserwowani, usłyszawszy, iż stanowimy
klasę maturalną. Były zdjęcia: 10 zdj. (1,4 Mb).
|
15 stycznia byliśmy świadkami prawykonania
Poematu jesiennego Maćka Małeckiego,
poprzedzonego gershwinopodobną Małą uwerturą Romana Palestra i zaskakująco nowocześnie
brzmiącą Suitą polską XIX-wiecznego kompozytora Aleksandra Zarzyckiego. Polska Orkiestra
Radiowa znakomita, jak zawsze, nasz Maciek też, aż nudno. W przerwie mile przywitał zaproszone
przez siebie koleżeństwo, a na zakończenie odebrał wraz z
wykonawcami należne im owacje. Wywiad
z kompozytorem i solistą: tutaj. Maciek
i Tereska Sz. wyrośli na animatorów naszych spotkań.
|
2016
|
|
6 marca [MB:] Koncert Polskiej Orkiestry Radiowej, gdzie m.in. prawykonanie Maćkowego
Koncertu jazzowego… w towarzystwie Gershwina i Glassa. Gershwina nie da się pomylić
z czymkolwiek innym, Glass znakomity, zwłaszcza Heroes, natomiast Maciek – im starszy,
tym lepszy. Niewykluczone, że części koncertu należałoby przestawić, by smak Maćka pozostał
na dłużej, oraz by jazzmanom i orkiestrze dać szansę na bis.
2 zdj. (0,4 Mb).
[PK:] Nasza niewielka grupa przyszła świętować sukces Maćka, prawykonanie
Koncertu jazzowego na fortepian, bas, perkusję i orkiestrę symfoniczną. Świadomie
używam trybu z góry dokonanego, bo dotychczasowe kompozycje Maćka nigdy nas nie zawiodły. Tym
razem było podobnie. Koncert poświęcony przedwcześnie zmarłemu synowi, oparty jest na opracowanych
przezeń partyturach dla tria jazzowego, którego był członkiem. Maciek połączył dwa odrębne nurty
muzyczne: jazz i muzykę symfoniczną, tworząc świat muzyczny zespolony. Doskonałym pomysłem było
wykorzystanie fortepianu jako łącznika, czy to w roli solowej w orkiestrze symfonicznej, czy też
w trio jazzowym. Wykorzystana została charakterystyczna cecha muzyki jazzowej i w niektórych
partiach był czas na improwizacje. Koncert przyjęto wielką owacją.
Wieczór koncertowy złożony z Uwertury kubańskiej Gershwina, Koncertu
jazzowego Maćka i Symfonii nr 4 Glassa stał na tradycyjnie wysokim poziomie. Na pewno
dzięki solistom, orkiestrze i jej Dyrektorowi Michałowi Klauzie. Zespół prowadzony był lekko,
sprawnie, bardzo energetycznie. Odnosiło się wrażenie dużej synergii między dyrygentem
i instrumentalistami.
[MF-B:] Koncert bardzo mi się podobał. Uważam, że Maciek jest Wielki.
Udało Mu się pogodzić dwa różne światy muzyczne i stworzyć utwór, który jest wspaniałą ucztą dla
duszy i ucha.
|
30 stycznia bal karnawałowy z okazji 110-lecia szkoły, tym razem w Airport Hotel,
250 różnowiecznych osób (+ studniówka). Nasza klasa była najstarsza i to ona rozpoczęła tańce.
Ale cóż z tego, że duch ochoczy, kiedy ciało mdłe… Ten despekt wynagrodziło nam dobre
jedzonko, niezłe trunki oraz miła obsługa. Pogadaliśmy, powspominaliśmy przyjaciół. Warto było
przywlec stare kości. 6 zdj. (0,7 Mb). [MB]
Zdanie odrębne Piotrka (cytat 1:1 z Tablicy): "Nasze wrażenia z balu są
inne. Tańczyliśmy dużo, ciała nie były mdłe skoro, towarzyszyły nam grupy młodzieży ze studniówki.
Spytaj żony jakie miała powodzenie. Z naszego stolika stale na parkiecie było przynajmniej pięć
lub siedem osób. Tylko Ty nam znikałeś i stąd wszystkiego nie widziałeś. Natomiast czasami
robiliśmy przerwy gdyż DJ miał nagrania, których nie dało się tańczyć, lub po prostu Panowie
zapraszali Panie na drinka."
Piotrze, odpuść: "(…) duch ochoczy (…) ciała mdłe" - to cytat z Biblii… [MB]
|
2015
|
|
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?
– Schodzimy na dziady?
|
2014
|
|
8 lutego cieszyliśmy się życiem na szkolnym spotkaniu karnawałowym w Sali Złotej
hotelu Gromada, bo… mieliśmy na to chętkę. Trzeba było widzieć te fikające nóżki
ciągle młodych pań i rozochoconych 70-latków od 20-tej do 4-tej. To właśnie my zainaugurowaliśmy pląsy
i my je zakończyliśmy (sic!), dystansując młodsze szkolne pokolenia. Znakomite menu, trunki,
dobry DJ, dobra obsługa. Na miejscu złożyliśmy gratulacje Zarządowi Stowarzyszenia Wychowanków
Szkoły za należytą organizację imprezy. 8 zdj. (0,6 Mb);
fotki i klipy z parkietu – niestety nieudane, ale nic to, niechże wystarczy, że nazajutrz
chyba wszyscyśmy ledwo chodzili po rozruszaniu starych kości.
|
2013
|
|
5 pażdziernika znowu znakomita, niełatwa, chwilami dowcipna muzyka
Maćka, tym razem (czegóż to jeszcze nasz kolega nie skomponował)
- pieśni. Co usłyszał
laik [MB]? -Sopranistkę zachwycającą perfekcją śpiewu i mocą głosu
wydobywanego z ciała o tak niewielkich rozmiarach. Utytułowany bas-baryton
dokładny i równie perfekcyjny, choć na jego miejscu mógł się zamarzyć…
pop, albo wielki murzyn. Przy Po co tyle świec… Leśmiana
przypominał się Zembaty. Oba duety (pierwszy - na bis) – przesympatyczne.
Skromny, jak zawsze, Maciek zebrał należne sobie brawa obok dwojga śpiewaków.
Dla szerokiego świata – kompozytor i pianista, dla nas
Maciek stał się dodatkowo – animatorem naszych spotkań (obejrzyjcie
poniżej kilka ostatnich wpisów). Tym razem przyciągnął swoją muzyką
tę gromadkę.
|
20 maja, gdy bzy, niespożyta Tereska Sz. zagoniła Krzysztofa, by nas spędził
do Batidy, gdzie strzykało, pikało, sapało, nie fikało itd. itp. Ferajnę pozdrawiała
z dalekiej drogi Teresa H., zaś ferajna rewanżowała się ciepłymi myślami Selimowi. Wstępnie
zaakceptowano pomysł na 55-lecie. Co poniektórzy omówili to dokładniej U Szwejka.
Będzie co z tego? 10 zdj. (0,8 Mb).
|
12 maja byliśmy świadkami prawykonania Kantaty WIOSNA, LATO Maćka Małeckiego.
Orkiestra PR znakomita, jak zawsze, gdański chór – perfekcyjny, a Maciek
przerósł Vivaldiego i zebrał wraz z wykonawcami zasłużone
owacje. Biesiada dla uszu!
|
2012
|
|
8 grudnia w Sali Koncertowej Zamku Królewskiego miał miejsce nadzwyczajny koncert
Opium String Quartet z okazji premierowego wydania albumu płytowego poświęconego twórczości
kameralnej Macieja Małeckiego. Zespół wykonał znany Kwartet smyczkowy nr 2,
następnie powstały 13 lat później Kwartet smyczkowy nr 3 "Jesienne Pejzaże",
wieńcząc koncert wspaniałym Snem Fryderyka.
Oto krótkie wrażenia ignoranta. Po raz pierwszy miałem okazję wysłuchać dzieł Maćka.
Jestem dyletantem muzycznym, który jednak osłuchał się w studio radiowym w Łodzi
najprzeróżniejszych wykonań utworów muzycznych, zarówno w czasie prób jak i w czasie wykonań
antenowych. Byłem grzecznym dzieckiem i w późnych latach 40. ubiegłego wieku w trakcie grania
na antenę nie wyrzucano mnie ze studia. Słuchałem wykonań orkiestry Polskiego Radia w Łodzi
pod dyrekcją Aleksandra Tarskiego i Henryka Debicha oraz zespołu mandolinistów pod dyrekcją
Edwarda Ciukszy. Różnorodność muzyczna, z którą miałem styczność w dzieciństwie, spowodowała
u mnie zamiłowanie do eklektyzmu. Myślę właśnie, że muzyka Maćka jest tak interesująca, bo ma
w sobie cechy eklektyzmu. Kwartet nr 2 w środkowych partiach brzmiał jak taniec góralski.
Kwartet nr 3 "Jesienne pejzaże" – to z kolei wybitne, nastrojowe dzieło, pełne
zmiennej symboliki, powagi i zadumy, np. związanej z Dniem Wszystkich Świętych. Na koniec Sen
Fryderyka: wróżę tej kompozycji, opartej na czterech dziełach Chopina, dużą popularność.
Słychać w niej takie bogactwo struktury dźwięków i form muzycznych, jakby wykonaniu utworu
towarzyszyli bandeoniści. To robi wrażenie. Utwór został przyjęty przy standing ovation. Koncert
został wspaniale odebrany przez licznie zgromadzoną publiczność, w czym olbrzymią zasługę ma
Opium String Quartet. Dziewczyny mają doskonałą prezencję i w pełni profesjonalny warsztat
muzyczny. Gratulujemy Maćkowi i dziękujemy za zaproszenie na imprezę. [Piotr K.]
4 zdj. (0,2 Mb).
|
8 listopada trzech z nas pocieszało U Szwejka świeżo owdowiałych dwu
innych z nas. 5 zdj. (0,3 Mb).
|
23 września znowu najlepszej klasy współczesna kameralistyka, tym razem na Zamku, gdzie
w ramach koncertu z cyklu Muzyka kresów wschodnich (impreza towarzysząca Międzynarodowemu
Festiwalowi Muzyki Wpółczesnej Warszawska Jesień) mogliśmy wsłuchać się w gitarę
Michała Ciesielskiego i w smyczki OPiUM
String Quartet. Zespół zagrał m.in. Pejzaże jesienne – III Kwartet smyczkowy
naszego znakomitego kolegi. Maciek najpierw się martwił, czy Sala Wielka wypełni się słuchaczami,
później czy publiczność powróci po przerwie (Pejzaże miano grać po przerwie). Strachy
na lachy: sala była pełna, słuchacze byli zbyt ciekawi prawykonań i zaryzykowali pozostanie,
a kompozytor i zespół jego córki odebrali należne im wyrazy uznania. Dzięki, Maćku!
|
3 czerwca Teresa i Antoine nie odpuścili klasowej ferajnie przed powrotem
do Belgii i urządzili raut w mieszkanku swoich przyjaciół. Teresa, miss sałatek,
brylowała towarzysko, ale nie zapomniała podać zupy minestrone, znakomitych flaczków,
a na koniec chyba biszkoptu z truskawkami. Chyba, bo Antoine miał dobrze zaopatrzony
barek, który mu mocno nadwyrężyliśmy. Nadto czekaliśmy na wywiad Krzysztofa w TV, ale
się nie doczekaliśmy. Dowiedzieliśmy się też, o co modli się 70-latek, któremu Bóg
odebrał siły: modli się, by Bóg w swej łaskawości odebrał mu także… chęci.
Pewna młoda duchem osoba miała też pretensję, że kanar w tramwaju omija ją z daleka.
Inny młody człowiek relacjonował, że dostaje bez pytania seniorski bilety do kina, a
jego o 13 lat młodsza połowica - też (na wsiakij pożarnyj słuczaj).
I tak to się plotło. 4 zdj. (0,2 Mb) - fotograf
nie opanował był (czas zaprzeszły!) współczesnego smartfonu (zwróćcie uwagę na końcówkę -u,
zamiast współczesnej końcówki -a), stąd np. nie widać najprzystojniejszej
pary…
25 maja gościliśmy u Janka i Joanny Wojciechowskich, którzy dzielili się z nami
efektami swoich podróżniczych pasji. Najpierw zaatakowali nasze podniebienia
boczkiem faszerowanym śliwką à l'Auxerrois i grzybami aux fines herbes, potem
schłodzonym gaspacho andalous i szaszłykami w stylu katalońskim; wszystko to w
towarzystwie 4 gatunków win własnej roboty. Potem Janek zaatakował nasze uszy i
wyobraźnię czytając swoją poezję (tomik nazwał "Notatkami z podróży"), podczas gdy
Joanna absorbowała nasze oczy rozwieszonymi po ścianach swoimi malarskimi
ilustracjami z szerokiego świata. Wprawdzie mieliśmy co popijać, ale gospodarz uraczył
nas jeszcze Muscadetem …po polsku i po francusku. Brawo! -udała się nam ta
podróżnicza para! 6 zdj. (0,4 Mb). Wiersze
Janka znajdziemy w jego oknie, tamże video
z recytacją rzeczonego Muscadet.
8 marca pożegnaliśmy i odprowadziliśmy p. Hannę
Gosiewską, naszą znakomitą polonistkę. Przekrój pokoleń absolwentów, wśród nich:
koncelebrant mszy żałobnej. Nasza 9-osobowa gromadka wcale nie najliczniejsza, ale za to
najstarsza i dobrze wyposażona: w 3 laski. Swoimi wspomnienieniami o p. Hannie podzielił
się nad grobem Jan Wawszczyk (matura 1968), zaś jej sylwetkę zawodową przybliżyła
przedstawicielka liceum Sempołowskiej. Do naszych wspomnień o p. Hannie przyłączyli się
nieobecni ciałem: Jurek H. i Wojtek W. Dalsze wypominki miały już miejsce w Czarnym
Kocie, gdzie w końcu dyskusja zeszła na greko-katolików i gdzie wyrażono przekonanie,
iż przyjemniej jest spotykać się bez okazji. 6 zdj.
(0,5 Mb).
|
15 stycznia zdążyłam, na szczęście, zawitać do domu po wielkiej podróży, aby móc
mieć przyjemność wysłuchania ponownie kwartetu
OPiUM. Tym razem w Kościele
Środowisk Twórczych w Warszawie. Przyjemność conajmniej podwójna: utwory
F. Chopina, J. Haydna oraz naszego utalentowanego kolegi Macieja Małeckiego
wykonywane były m.in. przez córkę kompozytora Magdalenę Małecką w kwartecie na
altówce. Wszystkich przybyłych na koncert gości witał serdecznie Maciej.
Wysłuchaliśmy pięknej i bliskiej nam muzyki w doskonałym wykonaniu. Urzekł nas urok
muzyki oraz talent i młodość wykonawców.
Dziękujemy Ci Maćku bardzo serdecznie za możliwość uczestniczenia w takich
wydarzeniach. [Teresa O.-G.]
|
2011
|
|
31 grudnia posunęliśmy się nie tylko w głąb czasu, ale również do tego, by Nad
Potokiem (brawo, gospodarze!) pożegnać stary i przywitać nowy rok w gronie pięciu starszych panów i ich żeńskich
"derekcji". Ciekawe: nie komentowano bieżącej polityki, ani sytuacji ekonomicznej;
wystarczy nam zdrowie i nadzieja, że za rok spotkamy się w nie gorszej formie. Były
"derekcyjne" popisy kulinarne, szampan oczywiście i krzyśkowe sztuczne ognie, a jakże.
6 zdj. (0,3 Mb).
|
18 września słuchaliśmy z podziwem kameralnej - tym razem -
współczesnej muzyki Maćka M.
w wykonaniu kwartetu założonego przez jego córkę, Magdę M.
1-sza blond-skrzypaczka dyrygowała w trudniejszych momentach brwiami,
2-ga skrzypaczka epatowała urodą z Botticellego, altowiolistka Magda M. uwodziła
urodą swojej mamy, brunetka-wiolonczelistka siedziała tyłem do sprawozdawcy, ale za to
było ją znakomicie słychać; saksofonista okazał się też wirtuozem swojego instrumentu.
Sprawozdawca do Maćka w połowie koncertu: To było trudne, ale dziewczyny zwycięsko
to pokonały. Maciek: To było baaardzo trudne, a będzie jeszcze trudniejsze.
No, i tak było. Zaś końcowe glissando z 2-go kwartetu – wręcz znakomite. (Czy to aby
glissando?). Świadkami były trzy baby i jeden rodzynek. Wspomnienia zostały w uszach,
nie w fotkach. Dzięki, Maćku!
|
29 stycznia balowaliśmy z okazji 105-lecia szkoły. Znakomita organizacja, miłe i
jakże potrzebne spotkanie. Oto wrażenia
Piotra, spisane na gorąco. 22 zdj. (1,1 Mb).
|
17 stycznia pożegnaliśmy i odprowadziliśmy Marka
Grochowskiego, naszego kolegę, którego nie sposób zapamiętać inaczej, niż jako skrzekę.
Niecały rok temu Marek żegnał z nami Zdzicha, teraz jego przyszło nam pożegnać. Wszyscy
mamy jakieś skrawki wspomnień związanych z Markiem: a to brydż u niego nad sklepem na
Nowowiejskiej, a to zdjęcia w Łazienkach i w Małpim Gaju, a to wypady rowerowe, a to świeżo
otwarty basen Skry, a to niemowlęce siedzisko, w którym wychowały się jego dzieci i córki
innego klasowego Marka, a to Marek w mundurze, na koniec z laską, niekiedy z uśmiechem, choć
zdrowie nie to. Będziemy Cię pamiętać, skrzeko. 8 zdj. (0,5 Mb).
|
2010
|
|
28 listopada nieliczną grupą uczestniczyliśmy w jubileuszowym
koncercie, który
brawurowo zagrała swojemu "ulubionemu kompozytorowi" jego "ulubiona orkiestra".
Maciek tworzy piękną muzykę, która – słuchana na żywo – dała nam
niezapomniane wrażenia. Ręce bolały od oklasków, owacja na stojąco,
chóralne "Sto lat" z orkiestrą, powtórzone przy lampce wina na zapleczu.
Za muzyczną ucztę dziękują Jubilatowi: Marysia F.-B., Terenia O.-G., Selim
i wasz kronikarz z żoną. 3 zdj. (0,3 Mb).
|
14 listopada Piotr K. ściągnął nas na kawkę do Batidy przy placu Konstytucji,
czyli do niegdysiejszego Hortexu, gdzie bywaliśmy za swej mlodości i gdzie okazało
się, że niektórym z nas przysługuje już bezpłatny przejazd tramwajami. Emocjonowano się
Wierą Gran, zauważono, że Kurski nareszcie położył uszy po sobie, cofano się do dziecięcych
wspomnień z okupacji i z czasów tuż po wojnie, rozprawiano o raku u całkiem dorosłych,
o ludziach i ludzkości, o szkole… Ktoś, może Marek K., obecny tylko duchem –
rzucił myśl trzydniowego wyjazdu na Sylwestra, co spotkało się z aplauzem. 3-godzinne
spotkanie zakończyliśmy krótkim spacerem. 10 zdj.
(0,8 Mb).
|
14 września trzej tenorzy
omawiali przy kawie sprawy współczesnego świata, a to: ground zero, islam, koran, katolicyzm,
arabstwo, żydostwo, turectwo, aborygenów, mormonów (Jurek: w Utah sprzedają domy z dwiema
kuchniami), amiszów, Obamę, medicare, dzisiejszych afrykanów spod niegdysiejszych europejskich
wpływów, wszelkie inne krwawe i bezkrwawe -izmy, a wśród nich europejską ksenofobię, paryskie
trudy polaka-za-chlebem, amerykański republikanizm i polskie piekiełko. Wnioski wyciągną
następne pokolenia. Wszystko to z okazji krótkiego pobytu Jurka F. w kraju.
|
5 maja kolejne pożegnanie: w tłumie ludzi odprowadziliśmy
Ewę Malczewską-Miazek, naszą szkolną koleżankę. Po
odnowieniu kontaktów, nota bene za sprawą jej córki, także absolwentki n. szkoły –
nie widywaliśmy się często: bal absolwentów 4 lata temu, czy zjazd klasy przed 3 laty,
gdzie poznaliśmy jej męża Władysława. Wojtek W.: Tak niedawno byłem u Nich w domu.
Marny ten świat. Widoczną na zdjęciach gromadkę klasową uzupełniał fizycznie Janek W.
ze swoją Joasią, a duchem: Wojtek W. i Teresa Sz., oczekująca na operację. Obecni
postanowili się uwiecznić na fotografii, by udowodnić tezę, iż ten łobuz czas raczej się
nas nie ima, i tylko podstępnie może kogoś nam zabrać. Obgadywano los człowieczy,
wypadki, Wawel i różne takie. 4 zdj. (0,3 Mb).
|
16 lutego pożegnaliśmy i odprowadziliśmy Zdzisława
Marka, naszego wychowawcę: był człowiek, nie ma człowieka. Spory tłumek ludzi, w tym
nasza niemała gromadka, miło brzmiący chórek męski (skąd?), szkolny poczet sztandarowy,
Krzysztof wali mowę. Ci, których najmniej strzykało, przypomnieli sobie, że to Mardi
gras i powspominali jeszcze Zdzicha w Starej Szafie (sfinansował to Paweł W.).
Padła nieśmiała propozycja, by wybrać się w sentymentalną kilkudniową podróż do Budapesztu
i nad Balaton, gdzie gościliśmy w prehistorii w towarzystwie psora.
11 zdj. (0,7 Mb).
|
2009
|
|
18 maja w kawiarni Nowy Świat (gdzie niegdysiejsze Podwieczorki
przy mikrofonie) spotkaliśmy się przy dobrym -bo polskim- piwie z czasowo
przebywającymi w kraju Teresą Sz.-T. i Andrzejem K. –
12 zdj. (0,7 Mb). Obgadaliśmy najnowsze
wydarzenia, zwłaszcza
książkę Andrzeja,
zdrowie, wnuki, wspominaliśmy nieobecnych, napisaliśmy kartkę do koleżanki,
która daleeeko.
|
28 marca w nabitej sali parafialnej Dominikanów - Andrzej K. promował
swą książkę, w przytomności swojej znakomitej mamy, a od nas: Marysi F.-B.,
Bożeny G., Janka W. z żoną, Wojtka Sz. i Marka B., pokazując zdjęcia i opowiadając
o tym, czego w książce nie ma.
|
2008
|
|
12 czerwca, nie nagadawszy się 5 dni wcześniej jak należy, sześciu
chłopaków-wodniaków umyśliło spotkać się nad wodą w Nieporęcie. Marek K. jednak
tak się martwił, co będzie, jak się pomoczymy, że ściągnął bractwo nad
swoją wodę, tj. do domu Nad Potokiem – 3 zdj.
(0,3 Mb). Miał biedny nadzieję, że wysłuchamy jego wykładu nt. teorii
żeglowania, ale tak sterował, że popłynęliśmy nie w tę stronę.
|
7 czerwca – 50-lecie matury. Tę okrągłą rocznicę obchodziliśmy
w sali kominkowej restauracji w Domu Technika NOT, co zorganizowali
Krzysztof P., Teresa O.-G. (menu!) i Tadek H. Mieliśmy przyjemność gościć
Z. Marka (RIP) i cieszyć się, oprócz w.wym., obecnością: Iwony B.-B., Marysi
F.-B., Teresy H., Teresy Sz.-T. z Antoine'm, Jurka B., Jurka H. z Małgosią,
Piotrka K. z Niną, Marka K. z Jadzią, Selima K., Maćka M., Marka P. z Magdą,
Eli P. (żony Krzysztofa) - naszej drukującej fotografki, Wojtka Sz. (bez Mani,
pozdrowienia!), Wojtka W., Pawła W., Janka W. z Joanną i Marka B. Oto
relacja Jurka H. oraz
refleksja Iwony, niżej
zdjęcia:
|
|
zestaw 1: 13 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2: 13 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3: 16 zdj. (0,9 Mb)
|
Oczywiście, nie udało się obgadać wszystkiego, ale – również oczywiście
– nie musimy umawiać następnego spotkania.
|
20 marca w "Starej Szafie" spotkaliśmy się przy winku z Jurkiem F.
Obecni: na 7 zdj. (0,6 Mb). Jurek wybiera
się w tym roku na emeryturę, ale nie przeszkadza mu to poświęcać kilku miesięcy
rocznie na wspomaganie naukowego rozwoju Botswany (dwa zestawy kadrów z afrykańskich
klipów Jurka – w jego osobistym oknie).
Przeniósł się teraz w cieplejsze rejony, do Phoenix, skąd ma tylko 4 godz. do
żagli i dużej wody.
|
24 stycznia w "Harendzie" miało miejsce robocze spotkanie komitetu
organizacyjnego w składzie: Marysia F.-B., Jurek H., Tadek H., Piotrek K.,
Marek K., Teresa O.-G., Krzysztof P., Wojtek Sz., Janek W. i Marek B.
Uroczysty jubileusz 50-lecia matury i jednocześnie IV zjazd klasy –
wyznaczono na sobotę 7 czerwca.
|
2007
|
|
12 sierpnia Wojtek W., uczestnik The Tall Ships' Races 2007, podzielił
się z nami w restauracji Société swoimi wrażeniami z tej wielkiej imprezy. Nadto,
wspominając wigierskie sielawy, jedzono ślimaki i inne rarytasy, pito Żywca i
inne trunki, dyskutowano o 50-leciu matury (przeważa opcja niewyjazdowa, może
podwarszawska), oraz gadano, gadano… Prawie cztery godziny strzeliły,
jak z bicza trzasł. 14 zdj. (0,6 Mb).
|
9..13 lipca - Marek K. i Antoine T. najwyraźniej odczuwali niedosyt po
poprzednim rejsie, gdyż trzy dni później byli już w drodze na Mazury z
Jurkiem H., którego jachtem żeglowali kilka dni, nie narzekając na pogodę.
18 zdj. (1,0 Mb); 2 ost. zdjęcia – to
już wodowanie Krzyśkowego cuda w Zegrzu, 15 lipca.
|
24 czerwca .. 6 lipca - Rejs po jeziorach Augustowskich (5 dni) i po
Wigrach (7 dni) nowiutkim wyczarterowanym jachtem, w składzie: Marek K.–
kapitan (i organizator), Antoine T.– pierwszy, Krzysztof P.– chief
(i zaopatrzeniowiec), Marek B.– bosman, oraz dwie majtkowe: Teresa T.-Sz.
i Wiesia B., która zamustrowała 4 dni później, wkupując się swoim sernikiem.
Piewsza nasza baza to Szekla Port w Augustowie, druga
– to gospodarstwo agroturystyczne
Widok w Bryzglu nad
Wigrami; dodatkowym oparciem służył Krzysztof, udostępniając swój kamper.
W pierwszym etapie żeglowano po Necku (ciekawy wyciąg do nart
wodnych), Białym i Studzienicznym (Sanktuarium w
Studzienicznej, miejsce pobytu
Jana Pawła II w 1999 r.). Tam pierwsze nocowanie przy fajnej bindudze, gdzie
rano komary cięły koszmarnie, nie oszczędzając intymnych miejsc, tam okazało
się prawdą, że kapitan wyprowadza psa o 4-tej rano (choć ten został w domu),
tam wprawialiśmy się w kładzeniu masztu, tam przechodziliśmy przez Przewięź,
jedną z wielu śluz na kanale Augustowskim, wybudowanym przez Ignacego
Prądzyńskiego, patrona naszej 21. WDH, tam pierwsza burza targała naszym jachtem
stojącym (eufemizm) na uwięzi między drzewem a kotwicą, tam bladym świtem
łowienie kubełkiem kapcia, który wypadł za burtę, bez sukcesu, potem kubełkiem
i pagajem, również bez sukcesu, a na koniec łowienie pagajem …kubełka i
kapcia, z sukcesem, tam także, rano tego samego dnia – człowiek za
burtą!; człowiek był w piżamie, próbował umyć twarz, no i umył. Wreszcie,
położywszy maszt w kanale między Białym a Neckiem, leniuchom nie chciało się
go ponownie postawić, by go w porcie ponownie położyć, i popłynęli do portu na
silniku. Tam już czekały panienki, prysznic, cywilizacja i kamper, gdzie
doładowano komórki i jachtowe akumulatory.
W piątek 29-go o 5-tej rano kapitan wyręcza bosmana i "po cichu"
myje jacht, potem transport na Wigry, instalacja w nowej bazie, gdzie znakomite
widoki, restauracja na miejscu i nawet kabina prysznicowa; potem podczas
deszczu nie było już tak wspaniale. Ale Wigry opłynęliśmy, objeździliśmy i
obeszliśmy dokładnie, smakując przyrodę, oglądając pamiątki z Powstania
styczniowego oraz te wojenne, oglądając ukryty w lasach modrzewiowy dwór i
stadninę
nieznanego bogacza, podziwiając klasztor
kamedułów w Wigrach, przymierzając się do jazdy wąskotorówką w Płocicznie (nie
wyszło, niestety).
Drugi jest zachwycony, gdy w jadłodajni "U Haliny" w Wigrach
(wspaniałe jeście) widzi folder po holendersku, na jachcie popisuje się artystycznymi buchtami i rwie
się do steru, gdy pada i wieje po damsku, nie tak jak bosman, który odważa
się sterować tylko przy męskim wietrze. Chief sprawdza się znakomicie, ma w
kamperze wszystko i to w takim porządku: Znajdziesz to Tereniu w trzecim
schowku od wejścia w drugim pudełku od lewej; na łodzi służy dodatkowym
akumulatorem, GPS-em, wspaniałą lornetą, prognozą pogody z internetu i samym
internetem, w zenzie ma zawsze zapasy, te słuszne. Nie udaje mu się natomiast
zarazić nas dietą odchudzającą: kęskami piwnymi, zaraża za to miłością do
sielaw: smakowane są przy każdym posiłku na lądzie, dostarcza nawet na jacht
wędzoną sielawę jako zakąskę. Jego tezę – Alkohol pity z umiarem nie
szkodzi, nawet w największych ilościach – udowadniamy w praktyce, bo
przecież ta chwiejba na brzegu to tylko dalszy ciąg chwiejby na wodzie.
Podobno trzeba to było widzieć, gdy starym bykom oczy się
świeciły z radochy, a jednocześnie przypominały sobie wzajem (te staaare byki),
że czas na… lekarstwa. Pogoda niestety pogorszyła się fatalnie i dwie
doby trzeba było stać w bazie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie
wyszło. Otóż jeszcze w Wigrach chief zauważył ogłoszenie, że w Suwałkach
jest do sprzedania obiekt jego motorowodniackich marzeń, katamaran. Spać
biedny nie mógł, przeglądał internet, opowiadał o kolektorach słonecznych. No,
to wybraliśmy się do Suwałk, Teresa miała nareszcie swojego fryzjera,
przeszliśmy się trochę, a Krzysztof obejrzał sprzęt i nazajutrz w doborowej
asyście znawców dokonał zakupu. Wreszcie po nocy z gwiżdżącymi wantami, kiedy
zdawało się, że jacht urwie się, a dolny poziom 3-poziomowego pola namiotowego
znalazł się pod wodą – trzeba było podjąć męską decyzję i skrócić rejs o
dwa dni. Potem jeszcze klar na jachcie, skok nad jez. Hańcza, ostatnia sielawka
i powrót do domu w ulewie. Warto było! Oto wybór zdjęć:
|
|
zestaw 1: 12 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2: 13 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 3: 15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 4: 14 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 5: 14 zdj. (1,0 Mb)
|
Znakomite zdjęcia ma również Antoine.
|
19 maja - III zjazd klasy w znakomitej posiadłości Marka P. Przy
świetnych sałatkach naszych Pań (m.in. "żydowskie nieszczęście", rolada
warzywna), przy grillu i przy perfekcyjnych grzybkach gospodarzy –
zebrali się, powspominali stare czasy i obgadali nowe: Bożena, Ewa M. z mężem
Władkiem, Jurek B. z żoną Basią, Jurek H., Krzysztof P., Maciek, Marek B.,
Marek K., Marysia, Piotrek z żoną Niną, Tadek, Teresa O.-G. oraz Wojtek S.
(bez Mani, pozdrowienia!). Spełniono toast Krzysztofa: Wypijmy za nasze trumny,
które zrobimy ze 100-letniego orzecha, który zasadzimy zaraz po wypiciu tego
toastu (gruzińskie), po czym drzewko uroczyście zasadzono. Nadto uradzono urządzić za rok, na początku czerwca,
50-lecie matury, przy czym wchodzą w grę dwie opcje: gala w jednym z
warszawskich hoteli, obejmująca ew. cały rocznik, bądź dwu- lub trzydniowy
wyjazd za miasto (propozycja: Jastrzębia Góra). Wypowiadajcie się w tej kwestii
(Tablica). Pstrykano niewiele:
|
|
zestaw 1: 12 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2: 12 zdj. (0,8 Mb)
|
5 i 7 maja Maciek M. zaprosił nas do wysłuchania dwu koncertów
kameralnych, podczas których wykonane były dwie jego kompozycje. Koncerty, w
ramach XXI Warszawskich Spotkań Muzycznych Muzyka dawna, muzyka nowa,
miały miejsce w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego.
W sobotę 5 maja jednym z punktów programu był maćkowy Nokturn na czelestę i
smyczki ('2006). Grała Orkiestra Kameralna FN, solistka: Maria Rzepecka.
Nadto: Holst, Kisielewski, Oleszkowicz, Przybylski.
W poniedziałek 7 maja program obejmował 9 utworów. Gwoździem był
I kwartet smyczkowy by M. Małecki ('1993). Zdaniem kompozytora,
atrakcyjna mogła być nie tylko muzyka, ale i członkini kwartetu smyczkowego
"Opium", prześliczna alto-, alto-, altowiolistka, jego …córka,
Magda.
Wasz kronikarz, cierpiąc na uporczywy kaszel, nie mógł być
obecny, nie może więc przekazać swoich wrażeń.
|
2006
|
|
11 grudnia - Kilkoro z nas
miało przyjemność uczestniczyć (na zaproszenie Maćka M.) w koncercie
radiowo-estradowym Zima w poezji i tradycji. Świetna muzyka, znakomici
wykonawcy, brawurowy chór dziewczęcy i wyborne prowadzenie spektaklu - złożyły
się na ciepłe wprowadzenie w nastrój Godów i karnawału. Retransmisja 7 stycznia ok.
godz. 16, PR1.
|
18 listopada - Hanna Gosiewska, nasza polonistka, spotkała się z nami
w churrascarii przy ul. Próżnej. Uczestniczyli: Basia, Ijola, Iwona,
Marysia, Teresa O.-G., Krzysztof, Maciek, Marek B., Marek G., Marek P., Paweł,
Selim, Tadek i Wojtek Sz.; nadto gościł Piotrek Narkiewicz z klasy łacińskiej
poprzedniego rocznika. Nie poznalibyśmy pani Hanny na ulicy, choć jak dawniej
ściska talię paskiem. Nauczanie rozpoczęła po III roku swoich studiów,
magisterium zrobiła później. Po naszej maturze uczyła jeszcze kilka lat w
Gottwaldzie, potem zaś w Kołłątaju i Sempołowskiej. Niewiele poza tym mówiła,
interesowała się raczej naszymi losami. Była zadziwiona, że trzymamy się razem,
i nieco zawiedziona, że nikt nie poszedł w jej ślady; pamiętała Jurka H., Maćka i
Marcina. My zaś podkreślaliśmy zgodnie, iż otrzymaliśmy od Niej szkołę dobrej
polszczyzny i pozostajemy wyczuleni na brzydotę i niechlujstwo współczesnej
nowomowy; nikt z nas nie powie podjełem decyzję (premier). Selim:
dzięki Pani jestem najlepiej piszącym fitopatologiem. Marysia: dzięki
Pani odważyłam się zdawać egzamin z j. polskiego na uczelnię humanistyczną.
Tadek: maturę zdawałem rok później (przez polski), ale dzięki temu jestem
zadowolony z dalszego życia. Podsłuchane z rozmów w grupkach: córka Tadka
ma stypendium naukowe na medycynie; Basia i Selim mają już troje wnucząt (Selim
- czwórkę), następne w drodze; drugiego wnuka ma Marysia; kolejną pozycję
przetłumaczyła Iwona; Ijola ciągle przewodzi rzymskiej emigracji; kilka osób
przeszło na emeryturę i na ogół chwali to sobie.
Pani Hannie przekazano również pozdrowienia od nieobecnych
ciałem: Teresy Sz.-T., Marka K. i Wojtka W., zaś Krzysztof wręczył Jej piękny
bukiet w podzięce za serdeczne i ciepłe spotkanie w 48 lat po maturze. Dziwne,
ale prawdziwe: 0 zdjęć. Przykazanie IIIa: Pamiętaj, abyś spotkania klasowe
aparatem honorował.
Po spotkaniu kilka osób odwiedziło Marka K. w szpitalu. Dużo
zdrowia, Marku!
Szpitalne wróble ćwierkają o jeszcze jednej wizycie:
dwu striptizerek. Prawda to, czy fałsz?
|
24 września przywitaliśmy wilki morskie biorące udział w rejsie jachtu
Gaudeamus. Rzecz miała miejsce w Literatce przy Krakowskim.
Obecnych widać na zdjęciach,
6 zdj. (0,4 Mb), prócz Ewy M.,
która pożegnała się przed sesją zdjęciową. Krzysztof, który mógłby się nająć
ze swoją brodą do reklamowania ryb w puszkach, przedstawił załogę i pokazywał
zdjęcia z notebooka. Życie żeglarza schodzi na czekaniu, powiada. Cały czas
czeka się na port. W pierwszym pobiegł o świcie po bułeczki (zapomnieli o
świeżym pieczywie). Menu (dyżury w kambuzie) raczej monotonne: gulasz i parówki,
z którymi jeden Antoine był do końca szczęśliwy, i to tylko z polską musztardą,
a nie jakimś szajsem z Dijon; urozmaicono to sobie raz w porcie, po kryjomu,
kurczakiem z rożna na trzech. Równie monotonnie, acz wytrwale, pili zdrowie żon
– pewnie dlatego są tacy… ogorzali, a żony zdrowe.
Marek K. pierwszy raz płynął jachtem z kołem sterowym. Całe życie popychał
rumpel w lewo, żeby łajba poszła w prawo, wytłumaczono mu więc, że ma kręcić
jak kierownicą w samochodzie. Przelot do pierwszego portu wypadł w sztormie
5-6°B, który pomógł złamać się dwóm sztycom przy wymianie żagli, oraz trochę
poturbował załogą. Mężczyźni jechali do … (dziewczyny nie!), kapitan zaś
"chorował". Szkody naprawili duńscy robotnicy remontujący zabytkowy lodołamacz
parowy, podłogę w kabinie nawigacyjnej fachowo zreperował Antoine. Marek
jest pod wrażeniem elektroniki znakomicie ułatwiającej nawigację, zwłaszcza
wchodzenie do portu w nocy lub we mgle. Brakowało wiatromierza, nie było czym
mierzyć temperatury powietrza. Brakowało porządnego foka sztormowego, dorzuca
Antoine. Temperatura wody 12°.
Zwiedzano co się dało, zwłaszcza w Oslo. M.in. Royal Yacht Club, zabytkowy
Fram Nansena, U-Boot z czasów wojny. Integrowano się w portach z innymi
załogami. Dla Antoine'a to już drugi rejs z Polakami, a w ogóle pierwszy bez
awantury, mimo ciasnoty. Polszczyzna nie sprawiała mu kłopotów, bo okazało się,
że Polacy mówią na morzu po… holendersku; rzeczywiście, te wszystkie
sterburty, szoty, groty, sztagi itd. – to nazwy wyjęte z rodzimego języka
Antoine'a. Gadał nadto z delfinami, z którymi - jak mówi - daje się długo płynąć,
o ile kierunek im odpowiada. Bawią się wtedy koło statku czy łodzi, można je nawet
dotykać.
Wniosek ze spotkania mógł być tylko jeden: wybieramy się latem pod żagle!
|
|
2 września wyszedł w morze ze Świnoujścia jacht Gaudeamus pod
wodzą kpt. Śliwińskiego, chrześniaka Marka K. – 80 m² żagla, pełna
elektronika, ale raczej bez luksusów. Na
pokładzie: Marek K. - I oficer, Antoine T. - II oficer, Marian D., Krzysztof P.
i 5 innych osób, w tym 2 pary małżeńskie. Trasa 3-tygodniowego rejsu: Szczecin,
Trzebież, Świnoujście, Helsingør czyli Elsynor (DK), Horten (N),
Oslo, Mandal (N), Helgoland (D), Bremerhaven (D), Cuxhaven (D), Brunsbüttel (D),
Rendsburg (D), Holtenau/Kiel (D), Trelleborg (S), Christiansø (DK),
Nexø/Bornholm (DK), Świnoujście, Szczecin, gdzie przycumowano 23.IX.
Podobno zrobiono 3 tys. zdjęć, poniżej wybór:
|
|
zestaw 1: 11 zdj. (0,7 Mb)
zestaw 2: 12 zdj. (0,8 Mb)
zestaw 3: 10 zdj. (0,8 Mb)
zestaw 4: 13 zdj. (0,8 Mb)
|
20 maja - Harcerski Biwak Rodzinny 21-szej "Twierdza Modlin 2006".
Apel z wszelkimi szykanami, giełda militariów, muzeum, zwiedzanie twierdzy
zabytkową ciężarówką Opel Blitz, m.in. najdłuższy budynek (koszary) Europy
– 2250 m, kasyno i lochy (pietruszka rosnąca w komorze kontrminowej
na głębokości kilku metrów, zadowalająca się nikłym światłem
z komina wentylacyjnego średnicy 0,5 m!), pływanie gondolą po Narwi
i Wiśle wraz ze zwiedzaniem spichlerza na tzw. widelcu.
Tu wszystko o twierdzy.
Wreszcie ognisko, kiełbaski, komary, śpiewanki. Miło pobyć wśród przyjaciół.
9 zdj. (0,8 Mb)
|
2 marca - Pobalowe spotkanie w Harendzie przy trzaskających w kominku
drwach, okazja do spokojniejszego pogwarzenia w 9-osobowym gronie: Iwona B.,
Marysia F., Jurek H., Andrzej K., Ewa M., Krzysztof P., Wojtek Sz., Wojtek W.
i Marek B. (Marka K. rozłożyła grypa, Maćkowi M. przeszkodziło coś innego).
Krzysztof pokazywał zdjęcia na notebooku, nagrywano je na CD, przegrywano na
pędraki (1 pędrak = 1 pen drive). Usiłowano, nawet ze skutkiem,
przerywać słowotok Szmatki, który, jak jego ojce, wracał do kraju
pod prąd, kiedy inni wyjeżdżali, dziwiono się takiej Ewie, że wylądowała
w budownictwie, dyskutowano o 11 września, o rasiźmie i politycznej
niepoprawności, wspominano znajomości wśród rodziców, szkołę w baraku, tam gdzie
teraz biegnie trasa Łazienkowska, jedzono lody, golonkę, kaszankę i naleśnik.
Docierało do nas, że śnieg wali, jak poprzedniego dnia w Kaiserslautern, gdzie nasi
dostali baty, i znowu zapominaliśmy w gadaniu o bożym świecie. Przy kawie, po
z górą 4 godzinach, trzeba było wreszcie pomyśleć o łóżku. Ciepło było, panie
Macieju. 4 zdj. (0,3 Mb).
|
|
25 lutego - III Bal Absolwenta, wieńczący obchody 100-lecia Szkoły,
ogromna sala hotelu Gromada, znakomity szwedzki stół, również sala klubowa, 800
osób – sukces organizacyjny Krysi Lipińskiej. 14-osobowa reprezentacja
naszej klasy (bez osób towarzyszących!) sprawiała wrażenie najliczniejszej.
Goście z całego świata, od nas – Andrzej K. i Wojtek W. Miłe słowa napłynęły
przed balem z Belgii, z Włoch oraz Izraela, a i Warszawa nie zapomniała…
Oto wrażenia Krzysztofa.
Pamięć zbiorowa balowiczów przywołała jeszcze trzy osoby, które
obiły się o naszą klasę: Waldemar Głodek, Ewa Urbanowicz i Ewa Zielińska.
Nie zapomnieliśmy o tych, którzy już na żaden bal nie przyjdą. Zdjęć
zrobiono z półtorej setki, poniżej wybór:
|
|
zestaw 1: 18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 2: 13 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3: 11 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4: 13 zdj. (1,0 Mb)
|
31 stycznia - [K. Piętak:] Kochani! Byłem dziś w szkole na Święcie Szkoły.
Z naszego rocznika byłem sam. A szkoda. Po wykładach o St.Staszicu,
historii szkoły, dyplomach, medalach i przemówieniach (m.in. Marszałka
Wiesława Chrzanowskiego) odbyła się lekcja wspomnieniowa prowadzona przez Magdę
Umer. W ławkach szkolnych starego typu zasiedli jako uczniowie znani z mediów
absolwenci: Marek Borowski, Andrzej Smirnow, muzyk Knittel, dziennikarka Marta
Wiśniewska, aktorzy Maciek Rayzacher, młody Sewerynik, młoda (na literę
Puch…), rektorzy Jerzy Woźnicki (PW), Leon Pączek (AM), Rafał
Wyżnikiewicz (SGH), Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (WSHiP), Wanda Gruber-Rapaczyński,
Jan Lityński, Mirosława Kętna. Wszyscy mieli odpowiedzieć na pytanie: co im dała
ta szkoła. No i bardzo interesująco opowiadali wrażenia i przygody ze szkoły.
Oczywiście większość podkreślała naukę myślenia. Było bardzo sympatycznie i miło.
Żałujcie, że Was tam nie było. Może za następne sto lat stawimy się w komplecie,
czego życzę wam i sobie.
Nazajutrz Życie Warszawy zamieściło krótką
notatkę,
a Gazeta Wyborcza – dłuższy tekst Joanny Woźniczko, zdjęty już niestety
z serwisu Gazeta.pl.
|
2005
|
|
8 lipca - Weekendowe spotkanie w Piławkach to owoc żeglarskich pogwarek
w marcu. Zaproszenie
(PDF)
wygotowano do wszystkich, stawili się zaś w piątek wieczorem: Marek P. –
faktyczny organizator i gospodarz, Marek K. ze swym kolegą-sternikiem Marianem
Dębskim
(),
Teresa i Antoine T., którzy wcześniej z Markiem K. i Marianem odbyli rejs kan.
Elbląskim (pierwszych 11 zdjęć zestawu 1), Ela i Krzysztof P. z Teresą O.
(niespodzianka!), Małgosia i Jurek H., oraz – last, but not least –
Wiesia i Marek B. Miły, ale podupadający Ośrodek War-Tur w Piławkach, smaczna
kuchnia, położony obok starego domu wycieczkowego PTTK, który dawno zmienił
właściciela i nie przypomina gwarnej niegdyś stanicy.
Po dłuuugim wieczorze, skołowani nieco, zostajemy zaokrętowani w sobotę rano na
"Titanica", kecz gaflowy DZ
(poczytaj o nim), by odbyć
nasz "okrótny" rejs. Kapitan, Marek K., miał palec i tym
palcem na początek porozdzielał funkcje oficerskie. Pierwszy, Jurek, dohalsował
nas do Ostródy. Uczono knagowania i innych supełków, wydawano komendy typu "foka
prawy luz" i bez litości dyrygowano. Chociaż uprzedzano, że DZ kładzie się, gdy
idzie ostro na wiatr, to i tak …cioletnie majtki piszczały jak…
siusiumajtki. W porcie Ostróda załoga zaopatrzyła się na wieczór, po czym ster
przejął Marian, wrzucił dwójkę i nasz okręt śmigał, aż miło; opłynęliśmy jezioro
dookoła. Trzecim sternikiem był Antoine, który ze znawstwem doprowadził łajbę do
portu macierzystego (Ośrodek "Bajka"). Dlaczego "okrótny" był ten rejs?
-Odpowiedź jest tutaj, być
może.
Przy wieczornym ognisku pt. Kapitan wręczył załodze oficjalne, opatrzone pieczęcią
zaświadczenia o przebyciu 24 Mm bez choroby morskiej oraz pamiątkowe "krawaciki"
z liny. Antoine, który zadomowił się u nas gładko, otrzymał polską banderę. Okazało
się, że śpiewać umiemy, ale musimy jeszcze potrenować. Pod koniec las zaczął się
chwiać i jedną z sosen trzeba było podtrzymywać, by nie upadła. Nazajutrz w niedzielę
było sennie i upalnie, nie przeszkodziło to jednak w kajakowaniu, wiosłowaniu w łódce,
kąpieli. I, niestety, trzeba było pomyśleć o powrocie. -Do zobaczyska! Poniżej
łącza do fury zdjęć:
|
|
zestaw 1: 15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2: 17 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 3: 15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 4: 18 zdj. (0,9 Mb)
|
Nadto reakcja Wojtka W.
na przesłaną do niego kartkę z podpisami załogi. Wojtku: słowo się rzekło,
kobyłka u płota (byle razem z magnifiką!)…
|
14 maja - Biwak 21. Szczepu Wiecznie Młodej Puszczy i Bardzo Starych
Żbików. Miejsce: należąca do dh Sławki Irzyk posiadłość "Azyl" w Broku
n. Bugiem. Od nas: Krzysztof P., Janek W. i Marek B. ze swymi druhnami.
Dojeżdżający na miejsce zmotoryzowani wzięli udział w rajdzie "Auto-Człap
Mazowsze 2005" pod hasłem "Jedziemy bezpiecznie, by widzieć piękno Mazowsza i jego
atrakcje, uśmiechamy się do wszystkich, zwłaszcza do tych, co na nas trąbią!"
(komandor: Krzysztof P.). Podział na zastępy, uroczysty apel, wręczenie
chust, pamiątkowych plakietek, sprawności, m.in. "Auto-Człapa". Posiadłość
wspaniała: odkryty basen z sauną, stajnie, paddock. Gospodarze, zapaleni
koniarze, uraczyli uczestników wiosennym kuligiem po Puszczy Białej, pokazem jazdy
westernowej oraz indywidualnymi przejażdżkami na pięknych koniach, zakończonymi…
dwoma efektownymi upadkami. Sasza, aktualny mistrz Polski w jeździe westernowej:
On (o koniu) woli raczej marchewkę, niż cukier. Ale marchewka to tylko jedzenie,
on ma moją miłość… Nie zapomniano o bigosie i flakach. Na zakończenie
tradycyjne ognisko z pieczeniem ziemniaków, z gitarą i piosenkami. Signum temporis:
teksty z notebooka rzucano na przenośny ekran.
10 zdj. (0,5 Mb).
|
29 marca - W końcu marca, jak doniósł na początku maja Wojtek Sz.,
przebywali w kraju Andrzej K. i Jurek F., co dało okazję do spotkania trzech
kolegów w prowadzonej przez Wojtka Auto-Ecole. Wojtek raportuje, że m.in.
omawiano plany dotyczące okresu emerytalnego.
3 zdj. (0,1 Mb).
|
19 marca - Spotkanie w kawiarni w Hotelu Europejskim z okazji pobytu
Teresy Sz. w Warszawie wraz z mężem Antoine'm. Swoje drugie połowy przyprowadzili:
Marek K., Marek P. i Krzysztof P.; solo przybyli: Iwona B., Jurek H., Piotr K.
i Marek B. Obgadano nowiny w życiorysach, podróże urlopowe, wodniacy wymieniali
doświadczenia. Padła propozycja urządzenia spotkania na jeziorach, państwo
Pałysowie ponowili zaproszenie do siebie. W sprawie witryny postanowiono
zaczekać na dalszych udziałowców i raczej kontynuować ją na obecnym poziomie.
3 zdj. (0,2 Mb) od Krzysztofa.
|
5 marca - Kominkowe spotkanie harcerzy z okazji 92-lecia 21. WDH.
Obecne wszystkie pokolenia harcerzy, od zaaferowanych pędraków zaczynając.
Wystawa pamiątek, uroczyste wprowadzenie sztandaru, prezentacja wszystkich
pokoleń 21-ej, od przedwojnia, przez czas wojny i po wojnie, czas liwidacji
i wznowienia działalności (w czym uczestniczyliśmy), po dzień dzisiejszy.
M.in. Krzysztof P. przybliżył sylwetkę naszego patrona, gen. Ignacego
Prądzyńskiego, oraz opowiadał o naszych młodych czasach.
5 zdj. (0,3 Mb).
|
2004
|
|
2 listopada - W ten Dzień Zaduszny cieszyliśmy się przebywającymi krótko
w Polsce Jurkiem F. i Teresą Sz. Spotkanie miało miejsce w d. Hortexie przy pl.
Konstytucji (teraz "U Jachacego"), co zorganizował – świetnie, jak zawsze
– Krzysztof P. Poza wymienionymi, winko popijali, stare dzieje wspominali
i nowe obgadywali: Iwona B., Marysia F., Marek K., Teresa O., Marek P., Wojtek
Sz., Janek W. i Marek B. Wszyscy piękni (panie zwłaszcza) i młodzi, choć co
poniektórym nie wolno pożywać wszystkich darów Bożych. W telegraficznym skrócie:
Jurek wybiera się do kraju wczesną wiosną i jeszcze nie myśli o emeryturze,
Krzysztof - przeciwnie, myśli, ale założył własną firmę budowlaną, Teresa O.
wybiera się na zjazd rodzinny do Orlando, Fla.
14 zdj. (0,9 Mb).
|
30 października - [mail Iwony B.:] Sobota 30 pażdziernika upłynęła
pod znakiem Pań noszących imię TERESA. Otóż, kilka dni temu przyjechała do
Warszawy nasza "Belgijka", czyli TERESA Szymańska, spotkałyśmy się w pięknej
willi, gdzie honory Pani domu pełniła TERESA Domaszewska (o tym, jak je
pełniła - tutaj), a na
spotkaniu obecna była, po raz pierwszy od momentu Jej odnalezienia, TERESA
Hampel. Oczywiscie, nie zabrakło również TERESY Osowskiej, która, szczęśliwie
dla nas, powróciła już ze swoich wojaży po Azji pd-wsch. Oprócz pań o imieniu
TERESA, spotkały sie jeszcze: Bożena Gościniak, Barbara Lichoń, Maria Filipek
i pisząca te słowa.
[MB:] Brak informacji, czy robiono zdjęcia.
|
16 lipca - [mail Andrzeja K.:] Kontakt nieformalny odbył się na
tarasie Andrzeja Kołaczkowskiego pod Hannowerem, a udział wzięli Joanna i Jan
Wojciechowscy w drodze do Teresy Szymańskiej. Przy kiełbaskach z grilla i piwie
gospodarz dowiadywał się szczegółów ze zjazdu. Bardzo wam zazdrościł. :)
… 3 zdj. (0,2 Mb).
|
7 lipca - Jola Hornziel, ongiś właścicielka burzy rudych włosów, dziś
sympatyczna i bezpośrednia właścicielka rudych włosów, spotkała się z nami,
przebywając krótko w Warszawie.
Relacja Iwony oraz 5 zdj. (0,3 Mb).
|
7 maja - sprowokowany przez Teresę Sz. wypad do Kazimierza, w towarzystwie Marysi,
Krzysztofa, Marka K. i jego kuzyna. Zwiedzano, chodzono po galeriach, robiono zakupy. Obiad
w "Zielonej Tawernie", potem prom przez Wisłę i ruiny zamku w Janowcu.
5 zdj. (0,3 Mb).
|
4 maja - damski "zjazd klasowy" u Iwony. Pokłosiem jest
to zdjęcie
(udostępnione przez Teresę Sz.) oraz
to oświadczenie.
[MB:] Skoro piękniejsza część klasy przekomarza się z nami, kładąc
na szalę wrodzoną delikatność i takt, to my panowie, połóżmy na drugą szalę wrodzoną
polityczną niepoprawność męskich oczu.
|
1 maja - pożegnanie Wojtka W. na lotnisku w obecności: Teresy Sz., Teresy O.,
Iwony, Marka K., Krzysztofa i Pawła.
Tu reakcja Wojtka, ujmująca. Dzień zwieńczono obiadem w Zamku Ujazdowskim.
|
29 kwietnia - robocze spotkanie u Marka B. w kwestii witryny klasowej
(Wojtek W., Krzysztof oraz …Jurek Bednarz, odnaleziony tegoż dnia via Internet).
3 zdj. (0,2 Mb)
|
|
24 kwietnia - II zjazd klasy. Kto mógł być, to był, kto nie mógł - napisał,
albo zadzwonił. Wspaniali gospodarze - pp. Kozłowscy (i pies), gościnny, pełen technicznych
cudeniek dom, i ta atmosfera…
Tu lista obecności, sprawdzona z całą surowością, a niżej zdjęcia:
|
|
zestaw 1: 27 zdj. (0,5 Mb)
zestaw 2: 24 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3: 18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4: 15 zdj. (0,8 Mb)
|
Nadto
relacja Jurka H. oraz
refleksja Iwony, a także
impresje Piotrka. Nie umówiliśmy
się na następne spotkanie, bo i po co, przecież będzie.
|
2003
|
|
18 października - M. Małecki zaprosił nas na recital
Ulepiły mnie zdolne anioły swojej utalentowanej podopiecznej,
p. Ewy Bułhak - Rewak. Przy fortepianie zasiadał sam
Maciek - kompozytor wszytkich piosenek. Po recitalu - lampka wina z
udziałem wykonawców. Dzięki, Maćku!
|
13 września - I zjazd klasy, tzn. ponowne spotkanie, tym razem we wspaniałym domu pp.
Piętaków w Starej Miłosnej. Gospodarze pięknie ugościli: M. Filipek,
M. Grochowskiego, T. Hertza, M. Kozłowskiego, M. Małeckiego, T. Osowską, M. Pałysa,
W. Szemetyłłę z żoną, T. Szymańską, P. Willmanna, J. Wojciechowskiego z żoną, oraz
M. Badowskiego. Powspominaliśmy, chwaliliśmy kulinarne dzieła gospodarzy i naszych
koleżanek, Krzysztof pokazywał plony swojej zbieraczej pasji ze swych podróży.
Umówilismy się wstępnie na następne spotkanie wiosną (być może gospodarzem będzie M. Pałys).
Kieliszki uzupełniała Mania, żona Wojtka, która nadto pstrykała, pstrykała…
Inni też. Oto efekty:
|
|
zestaw 1: 13 zdj. (0,2 Mb)
zestaw 2: 18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3: 15 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4: 9 zdj. (0,5 Mb)
zestaw 5: 16 zdj. (0,6 Mb)
|
7 września - Pierwsze po 45 latach spotkanie klasowe, Hotel Europejski.
Animatorem był Krzysztof Piętak, a okazją - pobyt w kraju Teresy Szymańskiej, mieszkającej na
stałe w Belgii. Obecni: nasz b. wychowawca Z. Marek (RIP) oraz I. Byczkowska - Badowska,
M. Filipek - Bonaszewska, T. Hertz, B. Lichoń - Kryczyńska, M. Małecki,
T. Osowska - Grzybowska, K. Piętak, T. Szymańska - Timmermans, P. Willmann
i J. Wojciechowski. 13 zdj. (0,9 Mb).
|
15 lutego - Obchody 90-tej rocznicy powstania 21. WDH w starej "budzie". Obecni
byli harcerze wszystkich pokoleń. Z naszej klasy: K. Piętak, P. Willmann,
W. Szemetyłło oraz M. Badowski.
6 zdj. (0,4 Mb).
|
2002
|
|
12 stycznia - II Bal Absolwentów. Znowu znane nazwiska, m.in. Magda Umer, Jan Lityński,
Michał Kleiber - min. Nauki, Jerzy Woźnicki - rektor PW, Marek Borowski. Od nas: K. Piętak,
W. Szemetyłło z żoną, P. Willmann z żoną, J. Wojciechowski z żoną, a także
Z. Marek (RIP) i I. Piekut-Krawczyk. 8 zdj. (0,4 Mb).
|
2000
|
|
26 lutego - I Bal Absolwentów w Staszicu. Przekrój pokoleń, znane nazwiska. Od nas:
A. Kołaczkowski, K. Piętak, W. Szemetyłło z żoną, oraz Z. Marek (RIP) i
I. Piekut-Krawczyk - nasi nauczyciele. 8 zdj. (0,4 Mb).
|
|