Kalendarium spotkań
Zdjęcia prezentowane są w zestawach, do których prowadzą łącza z notatki o spotkaniu. Wybrawszy zestaw, można łatwo przejść do innego. Objętość zestawu wynosi około 1 Mb. Wysokość powiększeń jest równa 480 pikseli, a szerokość nie przekracza 853 pikseli. Pełnogabarytowe oryginały zdjęć można otrzymać z naszego fotomagazynu, dostępnego z głów­nego menu (powyżej).

2024

24 kwietna pożegnaliście Marka Badowskiego. Waszego znakomitego kolegę, pomysłodawcę i autora tej witryny. Jest to ostatni, skromny wpis. Witryna też umrze, jeśli nie znajdzie się osoba, która będzie chciała kontynuować hobby Marka. Chętnie przekażę Jego cały dorobek. Wiesława Badowska

2023

16 grudnia Tereska spędziła nas ciągle żywych do nowej Flora Caffé przy Miedzianej 1 Przywitaliśmy Kasię, pogadaliśmy, życzyliśmy sobie zdrowia, przekazaliśmy znak pokoju. 5 zdj. (0,9 Mb).

30 czerwca pożegnaliśmy i odprowadziliśmy Jurka Harasimowicza, naszego znakomi­tego kolegę. Skromna świecka uroczystość, ze swadą poprowadzona przez syna Marka, który podkreślał pracowitość i skromność Ojca, jego sportowy ryt (siatkówka, tenis, narty, żagle) i tolerancyjność dla cudzych poglądów. Odegrano Rien, rien de rien, jak też Na całych jeziorach ty, ilustrujące postawę Jurkai Małgosi. 3 zdj. (0,3 Mb).

2022

21 października znowu Tereska Sz., znowu Flora Caffé i znowu miło wśród przyjaciół z młodości, aż … nudno. Tereska O.-G., jak zawsze, z kwiatami dla organizatorki, dawno nie widziana Baśka u boku Wojtka Sz. i … Iwona rediviva. Czas szybko minął, a nawet nie wystarczył. Do zobaczyska! 4 zdj. (0,8 Mb).

20 maja znowu Tereska Sz., znowu Flora Caffé. Czasy takie, że coraz więcej po­grze­bów, zatem Tereska słusznie prawi, że zdrowie psychiczne zachowamy spo­ty­kając się z ży­wymi. Nie udało się namówić niektórych kolegów na uczestnictwo, ale kilkunastu innych stawiło się dziel­nie. Kilka godzin w zapachu bzów przy dys­ku­sjach doś­wiad­czonych życiowo licealistów minęło piorunem. Zdrówka nieobecnym! 9 zdj. (0,9 Mb).

7 maja Maciek zaprezentował w Studiu Koncertowym PR swą muzykę w wykonaniu Orkiestry PR w Warszawie. Koncert otworzyła Melodia Myrosława Skoryka (ku czci wal­czącej Ukrainy, której flaga towarzyszyła polskiej na estradzie) i przepiękna Rapsodia litewska Mieczysława Karłowicza, znakomite pendant do muzyki n. kolegi: Walca kon­certowego (tu aplauz) oraz Symfonii koncertującej (prawykonanie), którą obłędny tramp­karz przy fortepianie (Aleksander Dębicz) nazwał genialną. Kompozytor, pianista i dy­ry­gent (Michał Klauza) przyjmowali owacje kilkukrotnie. Orkiestra sprostała wysokim wy­ma­ganiom postawionym przez Maćka i również była gorąco oklaskiwana; muzyki nie tyl­ko się z przyjemnością słuchało, ale i z przyjemnością oglądało: a to sku­pionych wio­li­nistów, puzonistów, precyzyjną kotlistkę, tubistę, czy kontrabasistów, albo muzyku­ją­ce­go z pa­sją wiekowego altowiolistę, czy rudą wio­lon­czelistkę, którą kon­cer­towanie wręcz bawiło. Już kie­dyś padła opinia, że i orkiestra zna­komita, jak za­wsze, nasz Maciek też, aż nudno – ale trzeba ją teraz ponowić. Tak, czy siak: dzięki, Maćku!

[MB:] Wstydząc się jakości swoich amatorskich zdjęć przeryłem sieć w poszukiwaniu profesjonalnych (i oto są), jak też w poszukiwaniu recenzji, nie znajdując niczego poza 7-ma portalami zapo­wia­dającymi wy­da­rze­nie, które to portale żyją ze sprzedaży biletów. Natknąłem się za to na taką pere­łeczkę, która na za­wsze oduczyła mnie komentowania jakiejkolwiek sztuki.

2021

28 listopada Maciek zaprosił swą wierną czwórkę na widowisko teatralne Agnieszki Osieckiej ze swoją muzyką Apetyt na czereśnie, w adaptacji i reżyserii Anny Seniuk (tu rozmowa z twórcami), a z udziałem Marii Niklińskiej i Rafała Olbrychskiego, inicja­tora wydarzenia; duet fortepianowy Aleksander Dębicz i nasz M. dał piękny podkład pod poezję i piosenki Osieckiej. 53-letnia muzyka jakoś nie chciała się zestarzeć i perliła się różnymi gatunkami – a to polifonią, a to bossa-novą czy swingiem, a to ludowością czy humorem (bisowana Mysz miała małe). Wyciszonego Olbrychskiego (Tereska: urokliwy, Marek: bliższy melodeklamacji, niż śpiewu) w zestawieniu z donośną Niwińską odebra­liśmy – jak to amatorzy – z mieszanymi uczuciami: od dysonansu do uznania dla za­mierzonego efektu artystycznego. Wykonawcy odebrali należne im brawa, a my pozo­stajemy w głębokim podziwie dla paluchów pianisty/kompozytora, tak starych jak my sami. Dzięki, Maćku!

15 pażdziernika wznowiliśmy po długiej przerwie (i przed kolejną, niestety) wesołe spotkania, tym razem nie tłocząc się U Szwejka, lecz w Kamandzie Lwowskiej. Zawia­do­miono wiele osób, zgłosiło się niewiele, zaś przybyło tyle: 7 zdj. (0,3 Mb). Był czas na wspominki, Krzysiek wyprostował nasze wyobrażenia o szcze­gółach swego zesłania do n. klasy, ponownie posmakowaliśmy, zagryzając końskim tatarem, janko­wego Musca­deta, a w końcu – życia kulturalnego na Nowym Świecie. Kiedy znowu, latem?

20 września uczestniczyliśmy w koncercie ósemki kompozytorów muzyki nowoczesnej Jesień 2021 z cyklu Muzyczne pory roku. [MB:] Zasugerowany – być może – tytułem otwierającej koncert kompozycji Maćka podkładałem sobie pod nią obraz postępującej starości, w której coraz mniej możesz, próbujesz, próbujesz, głos ci więźnie, by potęż­nym forte wrzasnąć Co jest, do cholery! i wreszcie zamilknąć, gdy saksofonista tak zmniejszał natężenie dźwięku, że bardziej słyszalne było klekotanie klap instru­mentu. Poza tym był to popis wirtuozerii artysty. Wyobrażam sobie, że Maciek podsyłał mu fragmenty i pytał, czy to da się zagrać. Zamykająca koncert Rapsodia Maćka to w moim mniemaniu ilustracja pogodnego lata ze słyszalną z dala sympatyczną melodyjną i ryt­miczną frazą, eksploatowaną przez twórcę na wiele sposobów; miejscami pobrzmie­wał mi Gershwin. Imponowało zgranie artystów i dyrygowanie oczyma. Publiczność tak nagrodziła twórcę i artystów. Wasz archiwista-profan zapamiętał jescze: Dialog instru­mentów pomysłu A. Cieślaka i potoczystą II Sonatę R. Stradomskiego. Kilka fotek: 3 zdj. (0,1 Mb). Zupełnie z boku moje Dwie uwagi.

14 września odprowadziliśmy Janka Wojciechowskiego. Spory tłumek, w nim nasza niewielka gromadka, wzruszające słowa o człowieku, którego już nie ma, smutek, żal… Mnóstwo kwiatów: 3 zdj. (0,2 Mb).

10 września Tereska Sz. znowu spędziła kilkanaście osób do Flora Caffé. Obsada coraz mniej liczna z powodów naturalnych, chorobowych i urlopowych, ale z udziałem dawno nie widzianego Wojtka W. Trzy godziny przy dyskusjach światopoglądowych i politycz­nych minęły szybciutko. 5 zdj. (0,4 Mb).

10 czerwca odprowadziliśmy Kołka – Andrzeja Kołaczkowskiego-Bochenka, w jego 81. urodziny. Bogata dokumentacja filmowa by Dariusz Gil.

2020



2019

13 sierpnia odprowadziliśmy Pawła Willmanna. Bliscy, przyjaciele, znajomi, koledzy… Będzie coraz więcej takich okazji; kto będzie u nas ostatnim mohikaninem? Przyjaciel Pawła, w długiej szacie, sympatyczne wspominał nad urną bogate i skomplikowane ży­cie zmarłego. Niektórzy z nas mieli okazję poznać rodziców i rodzeństwo Pawła w 1958. w Budapeszcie; wdowę, p. Hannę, poznaliśmy rok temu na 60-leciu matury. Paweł, co nie każdy wie, był harcerzem – żegnaj, druhu! 7 zdj. (1,0 Mb).

2018

20 grudnia niemały tłumek pożegnał i odprowadził Krzysztofa Piętaka. Rodzina, poczet sztandarowy 21 WDH, koledzy… Spośród nich ciałem obecni byli: Marysia F., Bożena G., Jurek H. z Małgosią, Piotrek K., Marek K. z Jadzią, Maciek M., Wojtek Sz., który wygłosił zgrabny speech nad grobem, Terenia Sz. z Antoine'm, Janek W. z Joasią i wasz skryba, MB; oraz wirtualnie (jak i finansowo): Jurek B., Teresa H., Andrzej K.-B., Teresa O.-G. i Wojtek W. Nadto dwu starszych harcerzy: Dymitr Grunduls i Paweł Skibiński, oraz sympatyczne bractwo z Ochoty: Basia Wieliczko-Zamorska, Ela Wyrożębska-Zubik oraz Kajtek Zacharewicz. Będziemy pamiętać, Krzychu, jak nas żegnasz swoim: Uśmiechu!. 4 zdj. (0,3 Mb).

7 czerwca świętowaliśmy we Flora Caffé 60-lecie matury wg pomysłu Tereski Sz. Kilkoro nieobecnych z Australii, Izraela, Polski, Niemiec, USA i Włoch (Belgia obecna!); więcej niż kilkoro zgarnęła koścista dama. Poniżej fotodokumentacja obecnych ciałem (z ich partnerami):
zestaw 1:  10 zdj. (1,2 Mb)
zestaw 2:  11 zdj. (1,1 Mb)
zestaw 3:  11 zdj. (1,0 Mb)

27 kwietnia, znowu z inicjatywy Tereski Sz., sfrunęły się ptaszki do Flora Caffé dla odbycia narad w kwestii terminu i miejsca fetowania 60-lecia matury. Frekwencję da się ocenić z 9 zdj. (1,5 Mb); zawiodły dwie panie obiecujące przybyć. Bractwo poczęło ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić… Pierwszy – Wojtik – zaczął tak: "Takie racje-szmacje i narracje…" Marek P. zaś zaterlikał: "Muszę zajrzeć do słownika, by zrozumieć spicz Wojtika". I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać, ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać, ze aż Tadek na patyku zagrzmiał gniewnie: "Milcz Wojtiku!". Gdy usłyszy to nasz Maciek, to im powie: "Głosu już nie macie!" I od razu wszystkie ptaki w szczebiot, w świegot, w zgiełk nie byle jaki. Jak usłyszy to Terenia, to ustali, bez wątpienia, przyjąć oczywiste wnioski (w marnych rymach częstochowskich…).
    I, rzeczywiście, dość łatwo ustalono miejsce jubileuszu (Flora Caffé, w głębi podwórca obserwatorium astronomicznego w Al. Ujazdowskich, tuż za wejściem do ogrodu botanicznego). Termin też udało się ustalić: czwartek 7. czerwca o 17-tej. Będą bąbelki, potem przystawki (ustalone globalnie przez Terenię Sz., przewodniczącą, wybraną przez aklamację, która ustali też pozostałe szczegóły) oraz dania wg indywidualnych gustów (tu menu) – wszystko razem w cenie kilkudziesięciu 105 złp. Płatność wyłącznie gotówką, bez przedpłat.

2017

13 czerwca, znowu z inicjatywy Tereski Sz., udaliśmy się w dobrych humorach dwoma samochodami (Marka K. i Tadka) do Hajnówki i Białowieży, by odświeżyć wspomnienia i stawić opór szyszkologii. Po drodze spodobała się nam 8-letnia Cerkiew Zmartwych­wstania Pańskiego w Siemiatyczach, wzniesiona całkowicie ze środków lokalnej społecz­ności (imponujące!), o czym opowiadał nam arcysympatyczny pop. Ze wspomnieniami poszło nam w Hajnówce całkiem gładko: najpierw w restauracji Leśny Dworek, potem podczas długiego spaceru, i wreszcie przy składkowej kolacji pod hotelową wiatą. Następnego dnia zaliczyliśmy tylko Galerię trunków Wschodu na stacji Orlen w Białowieży, oraz Rezerwat pokazowy żubrów. I tyle dobrego… 14 zdj. (1,8 Mb).
    Nigdy więcej nie planujcie wycieczki na siłę, zwłaszcza 13-tego, bo 1° jeden wasz kolega objaśni was, że w hotelu brak miejsc ("kładę areszt na waszeci !"), 2° objazdy opóźnią ekskursję mimo wskazań GPS, 3° zamówiona pogoda okaże się deszczową zimnicą, 4° inny wasz kolega rozbrajająco pozwoli czekać na siebie przez godzinę i 20 minut, a 5° drugi będzie zbyt zmęczony, by zaliczyć rezerwat, a ten pierwszy tak się będzie spieszył do drugiego, że zostawi resztę samej sobie, a nadto 6° przymusi swoją załogę do powrotu i odwiedzin Świętej Góry Grabarki, mimo poprawiającej się pogody i zaplanowanych odwiedzin Białowieży, co wszystkim obniży humor i wymusi powrót również na drugiej załodze, przez Brok, gdzie ta druga załoga posili się chociaż w restauracji Gracja. Nigdy więcej 13-go!

28 maja, czyli w dniu raportowanej przez Google prymicji, żywotna grupa nawiedziła Serock tramwajem wodnym, czerpiąc przyjemność z życia, z czego Google raportu nie zdał, a my zdawamy: 9 zdj. (0,8 Mb).

9 maja Tereska Sz., nasza animatorka, spędziła kilkanaście osób do Flora Caffé, gdzie poniektórzy namiętnie opowiadali o swoich dolegliwościach, inni poniektórzy nie chcieli o nich słyszeć, było piwo, były dawno nie widziane osoby, nie było PISlamistów, wygarniturowani faceci ze stolika obok orzekli, że jesteśmy dobrze zakonserwo­wani, usłyszawszy, iż stanowimy klasę maturalną. Były zdjęcia: 10 zdj. (1,4 Mb).

15 stycznia byliśmy świadkami prawykonania Poematu jesiennego Maćka Małeckiego, poprzedzonego gershwinopodobną Małą uwerturą Romana Palestra i zaskakująco nowocześnie brzmiącą Suitą polską XIX-wiecznego kompozytora Aleksandra Zarzyc­kiego. Polska Orkiestra Radiowa znakomita, jak zawsze, nasz Maciek też, aż nudno. W przerwie mile przywitał zaproszone przez siebie koleżeństwo, a na zakończenie odebrał wraz z wykonawcami należne im owacje. Wywiad z kompozytorem i solistą: tutaj. Maciek i Tereska Sz. wyrośli na animatorów naszych spotkań.

2016

6 marca [MB:] Koncert Polskiej Orkiestry Radiowej, gdzie m.in. prawykonanie Maćko­wego Koncertu jazzowego… w towarzystwie Gershwina i Glassa. Gershwina nie da się pomylić z czymkolwiek innym, Glass znakomity, zwłaszcza Heroes, natomiast Maciek – im starszy, tym lepszy. Niewykluczone, że części koncertu należałoby przestawić, by smak Maćka pozostał na dłużej, oraz by jazzmanom i orkiestrze dać szansę na bis. 2 zdj. (0,4 Mb).
     [PK:] Nasza niewielka grupa przyszła świętować sukces Maćka, prawykonanie Kon­certu jazzowego na fortepian, bas, perkusję i orkiestrę symfoniczną. Świadomie uży­wam trybu z góry dokonanego, bo dotychczasowe kompozycje Maćka nigdy nas nie zawiodły. Tym razem było podobnie. Koncert poświęcony przedwcześnie zmarłemu synowi, oparty jest na opracowanych przezeń partyturach dla tria jazzowego, którego był członkiem. Maciek połączył dwa odrębne nurty muzyczne: jazz i muzykę symfo­niczną, tworząc świat muzyczny zespolony. Doskonałym pomysłem było wykorzystanie fortepianu jako łącznika, czy to w roli solowej w orkiestrze symfonicznej, czy też w trio jazzowym. Wykorzystana została charakterystyczna cecha muzyki jazzowej i w niektó­rych partiach był czas na improwizacje. Koncert przyjęto wielką owacją.
     Wieczór koncertowy złożony z Uwertury kubańskiej Gershwina, Koncertu jazzowego Maćka i Symfonii nr 4 Glassa stał na tradycyjnie wysokim poziomie. Na pewno dzięki solistom, orkiestrze i jej Dyrektorowi Michałowi Klauzie. Zespół prowadzony był lekko, sprawnie, bardzo energetycznie. Odnosiło się wrażenie dużej synergii między dyrygen­tem i instrumentalistami.
     [MF-B:] Koncert bardzo mi się podobał. Uważam, że Maciek jest Wielki. Udało Mu się pogodzić dwa różne światy muzyczne i stworzyć utwór, który jest wspaniałą ucztą dla duszy i ucha.

30 stycznia bal karnawałowy z okazji 110-lecia szkoły, tym razem w Airport Hotel, 250 różnowiecznych osób (+ studniówka). Nasza klasa była najstarsza i to ona rozpoczęła tańce. Ale cóż z tego, że duch ochoczy, kiedy ciało mdłe… Ten despekt wynagrodziło nam dobre jedzonko, niezłe trunki oraz miła obsługa. Pogadaliśmy, powspominaliśmy przyjaciół. Warto było przywlec stare kości. 6 zdj. (0,7 Mb). [MB]
     Zdanie odrębne Piotrka (cytat 1:1 z Tablicy): "Nasze wrażenia z balu są inne. Tańczyliśmy dużo, ciała nie były mdłe skoro, towarzyszyły nam grupy młodzieży ze studniówki. Spytaj żony jakie miała powodzenie. Z naszego stolika stale na parkiecie było przynajmniej pięć lub siedem osób. Tylko Ty nam znikałeś i stąd wszystkiego nie widziałeś. Natomiast czasami robiliśmy przerwy gdyż DJ miał nagrania, których nie dało się tańczyć, lub po prostu Panowie zapraszali Panie na drinka."
    Piotrze, odpuść: "(…) duch ochoczy (…) ciała mdłe" - to cytat z Biblii… [MB]

2015

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?

– Schodzimy na dziady?

2014

8 lutego cieszyliśmy się życiem na szkolnym spotkaniu karnawałowym w Sali Złotej hotelu Gromada, bo… mieliśmy na to chętkę. Trzeba było widzieć te fikające nóżki ciągle młodych pań i rozochoconych 70-latków od 20-tej do 4-tej. To właśnie my zainaugurowaliśmy pląsy i my je zakończyliśmy (sic!), dystansując młodsze szkolne pokolenia. Znakomite menu, trunki, dobry DJ, dobra obsługa. Na miejscu złożyliśmy gratulacje Zarządowi Stowarzyszenia Wychowanków Szkoły za należytą organizację imprezy. 8 zdj. (0,6 Mb); fotki i klipy z parkietu – niestety nieudane, ale nic to, niechże wystarczy, że nazajutrz chyba wszyscyśmy ledwo chodzili po rozruszaniu starych kości.

2013

5 pażdziernika znowu znakomita, niełatwa, chwilami dowcipna muzyka Maćka, tym razem (czegóż to jeszcze nasz kolega nie skomponował) - pieśni. Co usłyszał laik [MB]? -Sopranistkę zachwycającą perfekcją śpiewu i mocą głosu wydobywanego z ciała o tak niewielkich rozmiarach. Utytułowany bas-baryton dokładny i równie perfekcyjny, choć na jego miejscu mógł się zamarzyć… pop, albo wielki murzyn. Przy Po co tyle świec… Leśmiana przypominał się Zembaty. Oba duety (pierwszy - na bis) – przesympatyczne. Skromny, jak zawsze, Maciek zebrał należne sobie brawa obok dwojga śpiewaków.
    Dla szerokiego świata – kompozytor i pianista, dla nas Maciek stał się dodatkowo – animatorem naszych spotkań (obejrzyjcie poniżej kilka ostatnich wpisów). Tym razem przyciągnął swoją muzyką tę gromadkę.

20 maja, gdy bzy, niespożyta Tereska Sz. zagoniła Krzysztofa, by nas spędził do Batidy, gdzie strzykało, pikało, sapało, nie fikało itd. itp. Ferajnę pozdrawiała z dalekiej drogi Teresa H., zaś ferajna rewanżowała się ciepłymi myślami Selimowi. Wstępnie zaakcep­towano pomysł na 55-lecie. Co poniektórzy omówili to dokładniej U Szwejka. Będzie co z tego? 10 zdj. (0,8 Mb).

12 maja byliśmy świadkami prawykonania Kantaty WIOSNA, LATO Maćka Małeckiego. Orkiestra PR znakomita, jak zawsze, gdański chór – perfekcyjny, a Maciek przerósł Vi­valdiego i zebrał wraz z wykonawcami zasłużone owacje. Biesiada dla uszu!

2012

8 grudnia w Sali Koncertowej Zamku Królewskiego miał miejsce nadzwyczajny koncert Opium String Quartet z okazji premierowego wydania albumu płytowego poświęconego twórczości kameralnej Macieja Małeckiego. Zespół wykonał znany Kwartet smyczkowy nr 2, następnie powstały 13 lat później Kwartet smyczkowy nr 3 "Jesienne Pejzaże", wieńcząc koncert wspaniałym Snem Fryderyka.

Oto krótkie wrażenia ignoranta. Po raz pierwszy miałem okazję wysłuchać dzieł Maćka. Jestem dyletantem muzycznym, który jednak osłuchał się w studio radiowym w Łodzi najprzeróżniejszych wykonań utworów muzycznych, zarówno w czasie prób jak i w czasie wykonań antenowych. Byłem grzecznym dzieckiem i w późnych latach 40. ubiegłego wieku w trakcie grania na antenę nie wyrzucano mnie ze studia. Słuchałem wykonań orkiestry Polskiego Radia w Łodzi pod dyrekcją Aleksandra Tarskiego i Henryka Debicha oraz zespołu mandolinistów pod dyrekcją Edwarda Ciukszy. Różnorodność muzyczna, z którą miałem styczność w dzieciństwie, spowodowała u mnie zamiłowanie do eklektyzmu. Myślę właśnie, że muzyka Maćka jest tak interesująca, bo ma w sobie cechy eklektyzmu. Kwartet nr 2 w środkowych partiach brzmiał jak taniec góralski. Kwartet nr 3 "Jesienne pejzaże" – to z kolei wybitne, nastrojowe dzieło, pełne zmiennej symboliki, powagi i zadumy, np. związanej z Dniem Wszystkich Świętych. Na koniec Sen Fryderyka: wróżę tej kompozycji, opartej na czterech dziełach Chopina, dużą popularność. Słychać w niej takie bogactwo struktury dźwięków i form muzycznych, jakby wykonaniu utworu towarzyszyli bandeoniści. To robi wrażenie. Utwór został przyjęty przy standing ovation. Koncert został wspaniale odebrany przez licznie zgromadzoną publiczność, w czym olbrzymią zasługę ma Opium String Quartet. Dziewczyny mają doskonałą prezencję i w pełni profesjonalny warsztat muzyczny. Gratulujemy Maćkowi i dziękujemy za zaproszenie na imprezę. [Piotr K.] 4 zdj. (0,2 Mb).

8 listopada trzech z nas pocieszało U Szwejka świeżo owdowiałych dwu innych z nas. 5 zdj. (0,3 Mb).

23 września znowu najlepszej klasy współczesna kameralistyka, tym razem na Zamku, gdzie w ramach koncertu z cyklu Muzyka kresów wschodnich (impreza towarzysząca Międzynarodowemu Festiwalowi Muzyki Wpółczesnej Warszawska Jesień) mogliśmy wsłuchać się w gitarę Michała Ciesielskiego i w smyczki OPiUM String Quartet. Zespół zagrał m.in. Pejzaże jesienne – III Kwartet smyczkowy naszego znakomitego kolegi. Maciek najpierw się martwił, czy Sala Wielka wypełni się słuchaczami, później czy publiczność powróci po przerwie (Pejzaże miano grać po przerwie). Strachy na lachy: sala była pełna, słuchacze byli zbyt ciekawi prawykonań i zaryzykowali pozostanie, a kompozytor i zespół jego córki odebrali należne im wyrazy uznania. Dzięki, Maćku!

3 czerwca Teresa i Antoine nie odpuścili klasowej ferajnie przed powrotem do Belgii i urządzili raut w mieszkanku swoich przyjaciół. Teresa, miss sałatek, brylowała towarzysko, ale nie zapomniała podać zupy minestrone, znakomitych flaczków, a na koniec chyba biszkoptu z truskawkami. Chyba, bo Antoine miał dobrze zaopatrzony barek, który mu mocno nadwyrężyliśmy. Nadto czekaliśmy na wywiad Krzysztofa w TV, ale się nie doczekaliśmy. Dowiedzieliśmy się też, o co modli się 70-latek, któremu Bóg odebrał siły: modli się, by Bóg w swej łaskawości odebrał mu także… chęci. Pewna młoda duchem osoba miała też pretensję, że kanar w tramwaju omija ją z daleka. Inny młody człowiek relacjonował, że dostaje bez pytania seniorski bilety do kina, a jego o 13 lat młodsza połowica - też (na wsiakij pożarnyj słuczaj). I tak to się plotło. 4 zdj. (0,2 Mb) - fotograf nie opanował był (czas zaprzeszły!) współczesnego smartfonu (zwróćcie uwagę na końcówkę -u, zamiast współczesnej końcówki -a), stąd np. nie widać naj­przystoj­niejszej pary…

25 maja gościliśmy u Janka i Joanny Wojciechowskich, którzy dzielili się z nami efektami swoich podróżniczych pasji. Najpierw zaatakowali nasze podniebienia boczkiem faszerowanym śliwką à l'Auxerrois i grzybami aux fines herbes, potem schłodzonym gaspacho andalous i szaszłykami w stylu katalońskim; wszystko to w towarzystwie 4 gatunków win własnej roboty. Potem Janek zaatakował nasze uszy i wyobraźnię czytając swoją poezję (tomik nazwał "Notatkami z podróży"), podczas gdy Joanna absorbowała nasze oczy rozwieszonymi po ścianach swoimi malarskimi ilustracjami z szerokiego świata. Wprawdzie mieliśmy co popijać, ale gospodarz uraczył nas jeszcze Muscadetem …po polsku i po francusku. Brawo! -udała się nam ta podróżnicza para! 6 zdj. (0,4 Mb). Wiersze Janka znajdziemy w jego oknie, tamże video z recytacją rzeczonego Muscadet.

8 marca pożegnaliśmy i odprowadziliśmy p. Hannę Gosiewską, naszą znakomitą polonistkę. Przekrój pokoleń absolwentów, wśród nich: koncelebrant mszy żałobnej. Nasza 9-osobowa gromadka wcale nie najliczniejsza, ale za to najstarsza i dobrze wyposażona: w 3 laski. Swoimi wspomnienieniami o p. Hannie podzielił się nad grobem Jan Wawszczyk (matura 1968), zaś jej sylwetkę zawodową przybliżyła przedstawicielka liceum Sempołowskiej. Do naszych wspomnień o p. Hannie przyłączyli się nieobecni ciałem: Jurek H. i Wojtek W. Dalsze wypominki miały już miejsce w Czarnym Kocie, gdzie w końcu dyskusja zeszła na greko-katolików i gdzie wyrażono przekonanie, iż przyjemniej jest spotykać się bez okazji. 6 zdj. (0,5 Mb).

15 stycznia zdążyłam, na szczęście, zawitać do domu po wielkiej podróży, aby móc mieć przyjemność wysłuchania ponownie kwartetu OPiUM. Tym razem w Kościele Środowisk Twórczych w Warszawie. Przyjemność conajmniej podwójna: utwory F. Chopina, J. Haydna oraz naszego utalentowanego kolegi Macieja Małeckiego wykonywane były m.in. przez córkę kompozytora Magdalenę Małecką w kwartecie na altówce. Wszystkich przybyłych na koncert gości witał serdecznie Maciej. Wysłuchaliśmy pięknej i bliskiej nam muzyki w doskonałym wykonaniu. Urzekł nas urok muzyki oraz talent i młodość wykonawców.

Dziękujemy Ci Maćku bardzo serdecznie za możliwość uczestniczenia w takich wydarzeniach. [Teresa O.-G.]

2011

31 grudnia posunęliśmy się nie tylko w głąb czasu, ale również do tego, by Nad Potokiem (brawo, gospodarze!) pożegnać stary i przywitać nowy rok w gronie pięciu starszych panów i ich żeńskich "derekcji". Ciekawe: nie komentowano bieżącej polityki, ani sytuacji ekonomicznej; wystarczy nam zdrowie i nadzieja, że za rok spotkamy się w nie gorszej formie. Były "derekcyjne" popisy kulinarne, szampan oczywiście i krzyśkowe sztuczne ognie, a jakże. 6 zdj. (0,3 Mb).

18 września słuchaliśmy z podziwem kameralnej - tym razem - współczesnej muzyki Maćka M. w wykonaniu kwartetu założonego przez jego córkę, Magdę M. 1-sza blond-skrzypaczka dyrygowała w trudniejszych momentach brwiami, 2-ga skrzypaczka epatowała urodą z Botticellego, altowiolistka Magda M. uwodziła urodą swojej mamy, brunetka-wiolonczelistka siedziała tyłem do sprawozdawcy, ale za to było ją znakomicie słychać; saksofonista okazał się też wirtuozem swojego instrumentu. Sprawozdawca do Maćka w połowie koncertu: To było trudne, ale dziewczyny zwycięsko to pokonały. Maciek: To było baaardzo trudne, a będzie jeszcze trudniejsze. No, i tak było. Zaś końcowe glissando z 2-go kwartetu – wręcz znakomite. (Czy to aby glissando?). Świadkami były trzy baby i jeden rodzynek. Wspomnienia zostały w uszach, nie w fotkach. Dzięki, Maćku!

29 stycznia balowaliśmy z okazji 105-lecia szkoły. Znakomita organizacja, miłe i jakże potrzebne spotkanie. Oto wrażenia Piotra, spisane na gorąco. 22 zdj. (1,1 Mb).

17 stycznia pożegnaliśmy i odprowadziliśmy Marka Grochowskiego, naszego kolegę, którego nie sposób zapamiętać inaczej, niż jako skrzekę. Niecały rok temu Marek żegnał z nami Zdzicha, teraz jego przyszło nam pożegnać. Wszyscy mamy jakieś skrawki wspomnień związanych z Markiem: a to brydż u niego nad sklepem na Nowowiejskiej, a to zdjęcia w Łazienkach i w Małpim Gaju, a to wypady rowerowe, a to świeżo otwarty basen Skry, a to niemowlęce siedzisko, w którym wychowały się jego dzieci i córki innego klasowego Marka, a to Marek w mundurze, na koniec z laską, niekiedy z uśmiechem, choć zdrowie nie to. Będziemy Cię pamiętać, skrzeko. 8 zdj. (0,5 Mb).

2010

28 listopada nieliczną grupą uczestniczyliśmy w jubileuszowym koncercie, który brawurowo zagrała swojemu "ulubionemu kompozytorowi" jego "ulubiona orkiestra". Maciek tworzy piękną muzykę, która – słuchana na żywo – dała nam niezapomniane wrażenia. Ręce bolały od oklasków, owacja na stojąco, chóralne "Sto lat" z orkiestrą, powtórzone przy lampce wina na zapleczu. Za muzyczną ucztę dziękują Jubilatowi: Marysia F.-B., Terenia O.-G., Selim i wasz kronikarz z żoną. 3 zdj. (0,3 Mb).

14 listopada Piotr K. ściągnął nas na kawkę do Batidy przy placu Konstytucji, czyli do niegdysiejszego Hortexu, gdzie bywaliśmy za swej mlodości i gdzie okazało się, że niektórym z nas przysługuje już bezpłatny przejazd tramwajami. Emocjonowano się Wierą Gran, zauważono, że Kurski nareszcie położył uszy po sobie, cofano się do dziecięcych wspomnień z okupacji i z czasów tuż po wojnie, rozprawiano o raku u całkiem dorosłych, o ludziach i ludzkości, o szkole… Ktoś, może Marek K., obecny tylko duchem – rzucił myśl trzydniowego wyjazdu na Sylwestra, co spotkało się z aplauzem. 3-godzinne spotkanie zakończyliśmy krótkim spacerem. 10 zdj. (0,8 Mb).

14 września trzej tenorzy omawiali przy kawie sprawy współczesnego świata, a to: ground zero, islam, koran, katolicyzm, arabstwo, żydostwo, turectwo, aborygenów, mormonów (Jurek: w Utah sprzedają domy z dwiema kuchniami), amiszów, Obamę, medicare, dzisiejszych afrykanów spod niegdysiejszych europejskich wpływów, wszelkie inne krwawe i bezkrwawe -izmy, a wśród nich europejską ksenofobię, paryskie trudy polaka-za-chlebem, amerykański republikanizm i polskie piekiełko. Wnioski wyciągną następne pokolenia. Wszystko to z okazji krótkiego pobytu Jurka F. w kraju.

5 maja kolejne pożegnanie: w tłumie ludzi odprowadziliśmy Ewę Malczewską-Miazek, naszą szkolną koleżankę. Po odnowieniu kontaktów, nota bene za sprawą jej córki, także absolwentki n. szkoły – nie widywaliśmy się często: bal absolwentów 4 lata temu, czy zjazd klasy przed 3 laty, gdzie poznaliśmy jej męża Władysława. Wojtek W.: Tak niedawno byłem u Nich w domu. Marny ten świat. Widoczną na zdjęciach gromadkę klasową uzupełniał fizycznie Janek W. ze swoją Joasią, a duchem: Wojtek W. i Teresa Sz., oczekująca na operację. Obecni postanowili się uwiecznić na fotografii, by udowodnić tezę, iż ten łobuz czas raczej się nas nie ima, i tylko podstępnie może kogoś nam zabrać. Obgadywano los człowieczy, wypadki, Wawel i różne takie. 4 zdj. (0,3 Mb).

16 lutego pożegnaliśmy i odprowadziliśmy Zdzisława Marka, naszego wychowawcę: był człowiek, nie ma człowieka. Spory tłumek ludzi, w tym nasza niemała gromadka, miło brzmiący chórek męski (skąd?), szkolny poczet sztandarowy, Krzysztof wali mowę. Ci, których najmniej strzykało, przypomnieli sobie, że to Mardi gras i powspominali jeszcze Zdzicha w Starej Szafie (sfinansował to Paweł W.). Padła nieśmiała propozycja, by wybrać się w sentymentalną kilkudniową podróż do Budapesztu i nad Balaton, gdzie gościliśmy w prehistorii w towarzystwie psora. 11 zdj. (0,7 Mb).

2009

18 maja w kawiarni Nowy Świat (gdzie niegdysiejsze Podwieczorki przy mikrofonie) spotkaliśmy się przy dobrym -bo polskim- piwie z czasowo przebywającymi w kraju Teresą Sz.-T. i Andrzejem K. – 12 zdj. (0,7 Mb). Obgadaliśmy najnowsze wydarzenia, zwłaszcza książkę Andrzeja, zdrowie, wnuki, wspominaliśmy nieobecnych, napisaliśmy kartkę do koleżanki, która daleeeko.

28 marca w nabitej sali parafialnej Dominikanów - Andrzej K. promował swą książkę, w przytomności swojej znakomitej mamy, a od nas: Marysi F.-B., Bożeny G., Janka W. z żoną, Wojtka Sz. i Marka B., pokazując zdjęcia i opowiadając o tym, czego w książce nie ma.

2008

12 czerwca, nie nagadawszy się 5 dni wcześniej jak należy, sześciu chłopaków-wodniaków umyśliło spotkać się nad wodą w Nieporęcie. Marek K. jednak tak się martwił, co będzie, jak się pomoczymy, że ściągnął bractwo nad swoją wodę, tj. do domu Nad Potokiem – 3 zdj. (0,3 Mb). Miał biedny nadzieję, że wysłuchamy jego wykładu nt. teorii żeglowania, ale tak sterował, że popłynęliśmy nie w tę stronę.

7 czerwca – 50-lecie matury. Tę okrągłą rocznicę obchodziliśmy w sali kominkowej restauracji w Domu Technika NOT, co zorganizowali Krzysztof P., Teresa O.-G. (menu!) i Tadek H. Mieliśmy przyjemność gościć Z. Marka (RIP) i cieszyć się, oprócz w.wym., obecnością: Iwony B.-B., Marysi F.-B., Teresy H., Teresy Sz.-T. z Antoine'm, Jurka B., Jurka H. z Małgosią, Piotrka K. z Niną, Marka K. z Jadzią, Selima K., Maćka M., Marka P. z Magdą, Eli P. (żony Krzysztofa) - naszej drukującej fotografki, Wojtka Sz. (bez Mani, pozdrowienia!), Wojtka W., Pawła W., Janka W. z Joanną i Marka B. Oto relacja Jurka H. oraz refleksja Iwony, niżej zdjęcia:

zestaw 1:  13 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2:  13 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3:  16 zdj. (0,9 Mb)

Oczywiście, nie udało się obgadać wszystkiego, ale – również oczywiście – nie musimy umawiać następnego spotkania.

20 marca w "Starej Szafie" spotkaliśmy się przy winku z Jurkiem F. Obecni: na 7 zdj. (0,6 Mb). Jurek wybiera się w tym roku na emeryturę, ale nie przeszkadza mu to poświęcać kilku miesięcy rocznie na wspomaganie naukowego rozwoju Botswany (dwa zestawy kadrów z afrykańskich klipów Jurka – w jego osobistym oknie). Przeniósł się teraz w cieplejsze rejony, do Phoenix, skąd ma tylko 4 godz. do żagli i dużej wody.

24 stycznia w "Harendzie" miało miejsce robocze spotkanie komitetu organizacyjnego w składzie: Marysia F.-B., Jurek H., Tadek H., Piotrek K., Marek K., Teresa O.-G., Krzysztof P., Wojtek Sz., Janek W. i Marek B. Uroczysty jubileusz 50-lecia matury i jednocześnie IV zjazd klasy – wyznaczono na sobotę 7 czerwca.

2007

12 sierpnia Wojtek W., uczestnik The Tall Ships' Races 2007, podzielił się z nami w restauracji Société swoimi wrażeniami z tej wielkiej imprezy. Nadto, wspominając wigierskie sielawy, jedzono ślimaki i inne rarytasy, pito Żywca i inne trunki, dyskutowano o 50-leciu matury (przeważa opcja niewyjazdowa, może podwarszawska), oraz gadano, gadano… Prawie cztery godziny strzeliły, jak z bicza trzasł. 14 zdj. (0,6 Mb).

9..13 lipca - Marek K. i Antoine T. najwyraźniej odczuwali niedosyt po poprzednim rejsie, gdyż trzy dni później byli już w drodze na Mazury z Jurkiem H., którego jachtem żeglowali kilka dni, nie narzekając na pogodę. 18 zdj. (1,0 Mb); 2 ost. zdjęcia – to już wodowanie Krzyśkowego cuda w Zegrzu, 15 lipca.

24 czerwca .. 6 lipca - Rejs po jeziorach Augustowskich (5 dni) i po Wigrach (7 dni) nowiutkim wyczarterowanym jachtem, w składzie: Marek K.– kapitan (i organizator), Antoine T.– pierwszy, Krzysztof P.– chief (i zaopatrzeniowiec), Marek B.– bosman, oraz dwie majtkowe: Teresa T.-Sz. i Wiesia B., która zamustrowała 4 dni później, wkupując się swoim sernikiem. Piewsza nasza baza to Szekla Port w Augustowie, druga – to gospodarstwo agroturystyczne Widok w Bryzglu nad Wigrami; dodatkowym oparciem służył Krzysztof, udostępniając swój kamper.
   W pierwszym etapie żeglowano po Necku (ciekawy wyciąg do nart wodnych), Białym i Studzienicznym (Sanktuarium w Studzienicznej, miejsce pobytu Jana Pawła II w 1999 r.). Tam pierwsze nocowanie przy fajnej bindudze, gdzie rano komary cięły koszmarnie, nie oszczędzając intymnych miejsc, tam okazało się prawdą, że kapitan wyprowadza psa o 4-tej rano (choć ten został w domu), tam wprawialiśmy się w kładzeniu masztu, tam przechodziliśmy przez Przewięź, jedną z wielu śluz na kanale Augustowskim, wybudowanym przez Ignacego Prądzyńskiego, patrona naszej 21. WDH, tam pierwsza burza targała naszym jachtem stojącym (eufemizm) na uwięzi między drzewem a kotwicą, tam bladym świtem łowienie kubełkiem kapcia, który wypadł za burtę, bez sukcesu, potem kubełkiem i pagajem, również bez sukcesu, a na koniec łowienie pagajem …kubełka i kapcia, z sukcesem, tam także, rano tego samego dnia – człowiek za burtą!; człowiek był w piżamie, próbował umyć twarz, no i umył. Wreszcie, położywszy maszt w kanale między Białym a Neckiem, leniuchom nie chciało się go ponownie postawić, by go w porcie ponownie położyć, i popłynęli do portu na silniku. Tam już czekały panienki, prysznic, cywilizacja i kamper, gdzie doładowano komórki i jachtowe akumulatory.
   W piątek 29-go o 5-tej rano kapitan wyręcza bosmana i "po cichu" myje jacht, potem transport na Wigry, instalacja w nowej bazie, gdzie znakomite widoki, restauracja na miejscu i nawet kabina prysznicowa; potem podczas deszczu nie było już tak wspaniale. Ale Wigry opłynęliśmy, objeździliśmy i obeszliśmy dokładnie, smakując przyrodę, oglądając pamiątki z Powstania styczniowego oraz te wojenne, oglądając ukryty w lasach modrzewiowy dwór i stadninę nieznanego bogacza, podziwiając klasztor kamedułów w Wigrach, przymierzając się do jazdy wąskotorówką w Płocicznie (nie wyszło, niestety).
   Drugi jest zachwycony, gdy w jadłodajni "U Haliny" w Wigrach (wspaniałe jeście) widzi folder po holendersku, na jachcie popisuje się artystycznymi buchtami i rwie się do steru, gdy pada i wieje po damsku, nie tak jak bosman, który odważa się sterować tylko przy męskim wietrze. Chief sprawdza się znakomicie, ma w kamperze wszystko i to w takim porządku: Znajdziesz to Tereniu w trzecim schowku od wejścia w drugim pudełku od lewej; na łodzi służy dodatkowym akumulatorem, GPS-em, wspaniałą lornetą, prognozą pogody z internetu i samym internetem, w zenzie ma zawsze zapasy, te słuszne. Nie udaje mu się natomiast zarazić nas dietą odchudzającą: kęskami piwnymi, zaraża za to miłością do sielaw: smakowane są przy każdym posiłku na lądzie, dostarcza nawet na jacht wędzoną sielawę jako zakąskę. Jego tezę – Alkohol pity z umiarem nie szkodzi, nawet w największych ilościach – udowadniamy w praktyce, bo przecież ta chwiejba na brzegu to tylko dalszy ciąg chwiejby na wodzie.
   Podobno trzeba to było widzieć, gdy starym bykom oczy się świeciły z radochy, a jednocześnie przypominały sobie wzajem (te staaare byki), że czas na… lekarstwa. Pogoda niestety pogorszyła się fatalnie i dwie doby trzeba było stać w bazie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Otóż jeszcze w Wigrach chief zauważył ogłoszenie, że w Suwałkach jest do sprzedania obiekt jego motorowodniackich marzeń, katamaran. Spać biedny nie mógł, przeglądał internet, opowiadał o kolektorach słonecznych. No, to wybraliśmy się do Suwałk, Teresa miała nareszcie swojego fryzjera, przeszliśmy się trochę, a Krzysztof obejrzał sprzęt i nazajutrz w doborowej asyście znawców dokonał zakupu. Wreszcie po nocy z gwiżdżącymi wantami, kiedy zdawało się, że jacht urwie się, a dolny poziom 3-poziomowego pola namiotowego znalazł się pod wodą – trzeba było podjąć męską decyzję i skrócić rejs o dwa dni. Potem jeszcze klar na jachcie, skok nad jez. Hańcza, ostatnia sielawka i powrót do domu w ulewie. Warto było! Oto wybór zdjęć:

zestaw 1:  12 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2:  13 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 3:  15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 4:  14 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 5:  14 zdj. (1,0 Mb)

Znakomite zdjęcia ma również Antoine.

19 maja - III zjazd klasy w znakomitej posiadłości Marka P. Przy świetnych sałatkach naszych Pań (m.in. "żydowskie nieszczęście", rolada warzywna), przy grillu i przy perfekcyjnych grzybkach gospodarzy – zebrali się, powspominali stare czasy i obgadali nowe: Bożena, Ewa M. z mężem Władkiem, Jurek B. z żoną Basią, Jurek H., Krzysztof P., Maciek, Marek B., Marek K., Marysia, Piotrek z żoną Niną, Tadek, Teresa O.-G. oraz Wojtek S. (bez Mani, pozdrowienia!). Spełniono toast Krzysztofa: Wypijmy za nasze trumny, które zrobimy ze 100-letniego orzecha, który zasadzimy zaraz po wypiciu tego toastu (gruzińskie), po czym drzewko uroczyście zasadzono. Nadto uradzono urządzić za rok, na początku czerwca, 50-lecie matury, przy czym wchodzą w grę dwie opcje: gala w jednym z warszawskich hoteli, obejmująca ew. cały rocznik, bądź dwu- lub trzydniowy wyjazd za miasto (propozycja: Jastrzębia Góra). Wypowiadajcie się w tej kwestii (Tablica). Pstrykano niewiele:

zestaw 1:  12 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2:  12 zdj. (0,8 Mb)

5 i 7 maja Maciek M. zaprosił nas do wysłuchania dwu koncertów kameralnych, podczas których wykonane były dwie jego kompozycje. Koncerty, w ramach XXI Warszawskich Spotkań Muzycznych Muzyka dawna, muzyka nowa, miały miejsce w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego.
    W sobotę 5 maja jednym z punktów programu był maćkowy Nokturn na czelestę i smyczki ('2006). Grała Orkiestra Kameralna FN, solistka: Maria Rzepecka. Nadto: Holst, Kisielewski, Oleszkowicz, Przybylski.
    W poniedziałek 7 maja program obejmował 9 utworów. Gwoździem był I kwartet smyczkowy by M. Małecki ('1993). Zdaniem kompozytora, atrakcyjna mogła być nie tylko muzyka, ale i członkini kwartetu smyczkowego "Opium", prześliczna alto-, alto-, altowiolistka, jego …córka, Magda.
    Wasz kronikarz, cierpiąc na uporczywy kaszel, nie mógł być obecny, nie może więc przekazać swoich wrażeń.

2006

11 grudnia - Kilkoro z nas miało przyjemność uczestniczyć (na zaproszenie Maćka M.) w koncercie radiowo-estradowym Zima w poezji i tradycji. Świetna muzyka, znakomici wykonawcy, brawurowy chór dziewczęcy i wyborne prowadzenie spektaklu - złożyły się na ciepłe wprowadzenie w nastrój Godów i karnawału. Retransmisja 7 stycznia ok. godz. 16, PR1.

18 listopada - Hanna Gosiewska, nasza polonistka, spotkała się z nami w churrascarii przy ul. Próżnej. Uczestniczyli: Basia, Ijola, Iwona, Marysia, Teresa O.-G., Krzysztof, Maciek, Marek B., Marek G., Marek P., Paweł, Selim, Tadek i Wojtek Sz.; nadto gościł Piotrek Narkiewicz z klasy łacińskiej poprzedniego rocznika. Nie poznalibyśmy pani Hanny na ulicy, choć jak dawniej ściska talię paskiem. Nauczanie rozpoczęła po III roku swoich studiów, magisterium zrobiła później. Po naszej maturze uczyła jeszcze kilka lat w Gottwaldzie, potem zaś w Kołłątaju i Sempołowskiej. Niewiele poza tym mówiła, interesowała się raczej naszymi losami. Była zadziwiona, że trzymamy się razem, i nieco zawiedziona, że nikt nie poszedł w jej ślady; pamiętała Jurka H., Maćka i Marcina. My zaś podkreślaliśmy zgodnie, iż otrzymaliśmy od Niej szkołę dobrej polszczyzny i pozostajemy wyczuleni na brzydotę i niechlujstwo współczesnej nowomowy; nikt z nas nie powie podjełem decyzję (premier). Selim: dzięki Pani jestem najlepiej piszącym fitopatologiem. Marysia: dzięki Pani odważyłam się zdawać egzamin z j. polskiego na uczelnię humanistyczną. Tadek: maturę zdawałem rok później (przez polski), ale dzięki temu jestem zadowolony z dalszego życia. Podsłuchane z rozmów w grupkach: córka Tadka ma stypendium naukowe na medycynie; Basia i Selim mają już troje wnucząt (Selim - czwórkę), następne w drodze; drugiego wnuka ma Marysia; kolejną pozycję przetłumaczyła Iwona; Ijola ciągle przewodzi rzymskiej emigracji; kilka osób przeszło na emeryturę i na ogół chwali to sobie.
    Pani Hannie przekazano również pozdrowienia od nieobecnych ciałem: Teresy Sz.-T., Marka K. i Wojtka W., zaś Krzysztof wręczył Jej piękny bukiet w podzięce za serdeczne i ciepłe spotkanie w 48 lat po maturze. Dziwne, ale prawdziwe: 0 zdjęć. Przykazanie IIIa: Pamiętaj, abyś spotkania klasowe aparatem honorował.
    Po spotkaniu kilka osób odwiedziło Marka K. w szpitalu. Dużo zdrowia, Marku!
    Szpitalne wróble ćwierkają o jeszcze jednej wizycie: dwu striptizerek. Prawda to, czy fałsz?


24 września przywitaliśmy wilki morskie biorące udział w rejsie jachtu Gaudeamus. Rzecz miała miejsce w Literatce przy Krakowskim. Obecnych widać na zdjęciach, 6 zdj. (0,4 Mb), prócz Ewy M., która pożegnała się przed sesją zdjęciową. Krzysztof, który mógłby się nająć ze swoją brodą do reklamowania ryb w puszkach, przedstawił załogę i pokazywał zdjęcia z notebooka. Życie żeglarza schodzi na czekaniu, powiada. Cały czas czeka się na port. W pierwszym pobiegł o świcie po bułeczki (zapomnieli o świeżym pieczywie). Menu (dyżury w kambuzie) raczej monotonne: gulasz i parówki, z którymi jeden Antoine był do końca szczęśliwy, i to tylko z polską musztardą, a nie jakimś szajsem z Dijon; urozmaicono to sobie raz w porcie, po kryjomu, kurczakiem z rożna na trzech. Równie monotonnie, acz wytrwale, pili zdrowie żon – pewnie dlatego są tacy… ogorzali, a żony zdrowe.

Marek K. pierwszy raz płynął jachtem z kołem sterowym. Całe życie popychał rumpel w lewo, żeby łajba poszła w prawo, wytłumaczono mu więc, że ma kręcić jak kierownicą w samochodzie. Przelot do pierwszego portu wypadł w sztormie 5-6°B, który pomógł złamać się dwóm sztycom przy wymianie żagli, oraz trochę poturbował załogą. Mężczyźni jechali do … (dziewczyny nie!), kapitan zaś "chorował". Szkody naprawili duńscy robotnicy remontujący zabytkowy lodołamacz parowy, podłogę w kabinie nawigacyjnej fachowo zreperował Antoine. Marek jest pod wrażeniem elektroniki znakomicie ułatwiającej nawigację, zwłaszcza wchodzenie do portu w nocy lub we mgle. Brakowało wiatromierza, nie było czym mierzyć temperatury powietrza. Brakowało porządnego foka sztormowego, dorzuca Antoine. Temperatura wody 12°.

Zwiedzano co się dało, zwłaszcza w Oslo. M.in. Royal Yacht Club, zabytkowy Fram Nansena, U-Boot z czasów wojny. Integrowano się w portach z innymi załogami. Dla Antoine'a to już drugi rejs z Polakami, a w ogóle pierwszy bez awantury, mimo ciasnoty. Polszczyzna nie sprawiała mu kłopotów, bo okazało się, że Polacy mówią na morzu po… holendersku; rzeczywiście, te wszystkie sterburty, szoty, groty, sztagi itd. – to nazwy wyjęte z rodzimego języka Antoine'a. Gadał nadto z delfinami, z którymi - jak mówi - daje się długo płynąć, o ile kierunek im odpowiada. Bawią się wtedy koło statku czy łodzi, można je nawet dotykać.

Wniosek ze spotkania mógł być tylko jeden: wybieramy się latem pod żagle!

2 września wyszedł w morze ze Świnoujścia jacht Gaudeamus pod wodzą kpt. Śliwińskiego, chrześniaka Marka K. – 80 m² żagla, pełna elektronika, ale raczej bez luksusów. Na pokładzie: Marek K. - I oficer, Antoine T. - II oficer, Marian D., Krzysztof P. i 5 innych osób, w tym 2 pary małżeńskie. Trasa 3-tygodniowego rejsu: Szczecin, Trzebież, Świnoujście, Helsingør czyli Elsynor (DK), Horten (N), Oslo, Mandal (N), Helgoland (D), Bremerhaven (D), Cuxhaven (D), Brunsbüttel (D), Rendsburg (D), Holtenau/Kiel (D), Trelleborg (S), Christiansø (DK), Nexø/Bornholm (DK), Świnoujście, Szczecin, gdzie przycumowano 23.IX. Podobno zrobiono 3 tys. zdjęć, poniżej wybór:

zestaw 1:  11 zdj. (0,7 Mb)
zestaw 2:  12 zdj. (0,8 Mb)
zestaw 3:  10 zdj. (0,8 Mb)
zestaw 4:  13 zdj. (0,8 Mb)

20 maja - Harcerski Biwak Rodzinny 21-szej "Twierdza Modlin 2006". Apel z wszelkimi szykanami, giełda militariów, muzeum, zwiedzanie twierdzy zabytkową ciężarówką Opel Blitz, m.in. najdłuższy budynek (koszary) Europy – 2250 m, kasyno i lochy (pietruszka rosnąca w komorze kontrminowej na głębokości kilku metrów, zadowalająca się nikłym światłem z komina wentylacyjnego średnicy 0,5 m!), pływanie gondolą po Narwi i Wiśle wraz ze zwiedzaniem spichlerza na tzw. widelcu. Tu wszystko o twierdzy. Wreszcie ognisko, kiełbaski, komary, śpiewanki. Miło pobyć wśród przyjaciół. 9 zdj. (0,8 Mb)

2 marca - Pobalowe spotkanie w Harendzie przy trzaskających w kominku drwach, okazja do spokojniejszego pogwarzenia w 9-osobowym gronie: Iwona B., Marysia F., Jurek H., Andrzej K., Ewa M., Krzysztof P., Wojtek Sz., Wojtek W. i Marek B. (Marka K. rozłożyła grypa, Maćkowi M. przeszkodziło coś innego). Krzysztof pokazywał zdjęcia na notebooku, nagrywano je na CD, przegrywano na pędraki (1 pędrak = 1 pen drive). Usiłowano, nawet ze skutkiem, przerywać słowotok Szmatki, który, jak jego ojce, wracał do kraju pod prąd, kiedy inni wyjeżdżali, dziwiono się takiej Ewie, że wylądowała w budownictwie, dyskutowano o 11 września, o rasiźmie i politycznej niepoprawności, wspominano znajomości wśród rodziców, szkołę w baraku, tam gdzie teraz biegnie trasa Łazienkowska, jedzono lody, golonkę, kaszankę i naleśnik. Docierało do nas, że śnieg wali, jak poprzedniego dnia w Kaiserslautern, gdzie nasi dostali baty, i znowu zapominaliśmy w gadaniu o bożym świecie. Przy kawie, po z górą 4 godzinach, trzeba było wreszcie pomyśleć o łóżku. Ciepło było, panie Macieju. 4 zdj. (0,3 Mb).

25 lutego - III Bal Absolwenta, wieńczący obchody 100-lecia Szkoły, ogromna sala hotelu Gromada, znakomity szwedzki stół, również sala klubowa, 800 osób – sukces organizacyjny Krysi Lipińskiej. 14-osobowa reprezentacja naszej klasy (bez osób towarzyszących!) sprawiała wrażenie najliczniejszej. Goście z całego świata, od nas – Andrzej K. i Wojtek W. Miłe słowa napłynęły przed balem z Belgii, z Włoch oraz Izraela, a i Warszawa nie zapomniała… Oto wrażenia Krzysztofa. Pamięć zbiorowa balowiczów przywołała jeszcze trzy osoby, które obiły się o naszą klasę: Waldemar Głodek, Ewa Urbanowicz i Ewa Zielińska. Nie zapomnieliśmy o tych, którzy już na żaden bal nie przyjdą. Zdjęć zrobiono z półtorej setki, poniżej wybór:

zestaw 1:  18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 2:  13 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3:  11 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4:  13 zdj. (1,0 Mb)


31 stycznia - [K. Piętak:] Kochani! Byłem dziś w szkole na Święcie Szkoły. Z naszego rocznika byłem sam. A szkoda. Po wykładach o St.Staszicu, historii szkoły, dyplomach, medalach i przemówieniach (m.in. Marszałka Wiesława Chrzanowskiego) odbyła się lekcja wspomnieniowa prowadzona przez Magdę Umer. W ławkach szkolnych starego typu zasiedli jako uczniowie znani z mediów absolwenci: Marek Borowski, Andrzej Smirnow, muzyk Knittel, dziennikarka Marta Wiśniewska, aktorzy Maciek Rayzacher, młody Sewerynik, młoda (na literę Puch…), rektorzy Jerzy Woźnicki (PW), Leon Pączek (AM), Rafał Wyżnikiewicz (SGH), Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (WSHiP), Wanda Gruber-Rapaczyński, Jan Lityński, Mirosława Kętna. Wszyscy mieli odpowiedzieć na pytanie: co im dała ta szkoła. No i bardzo interesująco opowiadali wrażenia i przygody ze szkoły. Oczywiście większość podkreślała naukę myślenia. Było bardzo sympatycznie i miło. Żałujcie, że Was tam nie było. Może za następne sto lat stawimy się w komplecie, czego życzę wam i sobie.
Nazajutrz Życie Warszawy zamieściło krótką notatkę, a Gazeta Wyborcza – dłuższy tekst Joanny Woźniczko, zdjęty już niestety z serwisu Gazeta.pl.

2005

8 lipca - Weekendowe spotkanie w Piławkach to owoc żeglarskich pogwarek w marcu. Zaproszenie (PDF) wygotowano do wszystkich, stawili się zaś w piątek wieczorem: Marek P. – faktyczny organizator i gospodarz, Marek K. ze swym kolegą-sternikiem Marianem Dębskim (), Teresa i Antoine T., którzy wcześniej z Markiem K. i Marianem odbyli rejs kan. Elbląskim (pierwszych 11 zdjęć zestawu 1), Ela i Krzysztof P. z Teresą O. (niespodzianka!), Małgosia i Jurek H., oraz – last, but not least – Wiesia i Marek B. Miły, ale podupadający Ośrodek War-Tur w Piławkach, smaczna kuchnia, położony obok starego domu wycieczkowego PTTK, który dawno zmienił właściciela i nie przypomina gwarnej niegdyś stanicy.

Po dłuuugim wieczorze, skołowani nieco, zostajemy zaokrętowani w sobotę rano na "Titanica", kecz gaflowy DZ (poczytaj o nim), by odbyć nasz "okrótny" rejs. Kapitan, Marek K., miał palec i tym palcem na początek porozdzielał funkcje oficerskie. Pierwszy, Jurek, dohalsował nas do Ostródy. Uczono knagowania i innych supełków, wydawano komendy typu "foka prawy luz" i bez litości dyrygowano. Chociaż uprzedzano, że DZ kładzie się, gdy idzie ostro na wiatr, to i tak …cioletnie majtki piszczały jak… siusiumajtki. W porcie Ostróda załoga zaopatrzyła się na wieczór, po czym ster przejął Marian, wrzucił dwójkę i nasz okręt śmigał, aż miło; opłynęliśmy jezioro dookoła. Trzecim sternikiem był Antoine, który ze znawstwem doprowadził łajbę do portu macierzystego (Ośrodek "Bajka"). Dlaczego "okrótny" był ten rejs? -Odpowiedź jest tutaj, być może.

Przy wieczornym ognisku pt. Kapitan wręczył załodze oficjalne, opatrzone pieczęcią zaświadczenia o przebyciu 24 Mm bez choroby morskiej oraz pamiątkowe "krawaciki" z liny. Antoine, który zadomowił się u nas gładko, otrzymał polską banderę. Okazało się, że śpiewać umiemy, ale musimy jeszcze potrenować. Pod koniec las zaczął się chwiać i jedną z sosen trzeba było podtrzymywać, by nie upadła. Nazajutrz w niedzielę było sennie i upalnie, nie przeszkodziło to jednak w kajakowaniu, wiosłowaniu w łódce, kąpieli. I, niestety, trzeba było pomyśleć o powrocie. -Do zobaczyska!   Poniżej łącza do fury zdjęć:
zestaw 1:  15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 2:  17 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 3:  15 zdj. (0,9 Mb)
zestaw 4:  18 zdj. (0,9 Mb)

Nadto reakcja Wojtka W. na przesłaną do niego kartkę z podpisami załogi. Wojtku: słowo się rzekło, kobyłka u płota (byle razem z magnifiką!)…

14 maja - Biwak 21. Szczepu Wiecznie Młodej Puszczy i Bardzo Starych Żbików. Miejsce: należąca do dh Sławki Irzyk posiadłość "Azyl" w Broku n. Bugiem. Od nas: Krzysztof P., Janek W. i Marek B. ze swymi druhnami. Dojeżdżający na miejsce zmotoryzowani wzięli udział w rajdzie "Auto-Człap Mazowsze 2005" pod hasłem "Jedziemy bezpiecznie, by widzieć piękno Mazowsza i jego atrakcje, uśmiechamy się do wszystkich, zwłaszcza do tych, co na nas trąbią!" (komandor: Krzysztof P.). Podział na zastępy, uroczysty apel, wręczenie chust, pamiątkowych plakietek, sprawności, m.in. "Auto-Człapa". Posiadłość wspaniała: odkryty basen z sauną, stajnie, paddock. Gospodarze, zapaleni koniarze, uraczyli uczestników wiosennym kuligiem po Puszczy Białej, pokazem jazdy westernowej oraz indywidualnymi przejażdżkami na pięknych koniach, zakończonymi… dwoma efektownymi upadkami. Sasza, aktualny mistrz Polski w jeździe westernowej: On (o koniu) woli raczej marchewkę, niż cukier. Ale marchewka to tylko jedzenie, on ma moją miłość… Nie zapomniano o bigosie i flakach. Na zakończenie tradycyjne ognisko z pieczeniem ziemniaków, z gitarą i piosenkami. Signum temporis: teksty z notebooka rzucano na przenośny ekran. 10 zdj. (0,5 Mb).

29 marca - W końcu marca, jak doniósł na początku maja Wojtek Sz., przebywali w kraju Andrzej K. i Jurek F., co dało okazję do spotkania trzech kolegów w prowadzonej przez Wojtka Auto-Ecole. Wojtek raportuje, że m.in. omawiano plany dotyczące okresu emerytalnego. 3 zdj. (0,1 Mb).

19 marca - Spotkanie w kawiarni w Hotelu Europejskim z okazji pobytu Teresy Sz. w Warszawie wraz z mężem Antoine'm. Swoje drugie połowy przyprowadzili: Marek K., Marek P. i Krzysztof P.; solo przybyli: Iwona B., Jurek H., Piotr K. i Marek B. Obgadano nowiny w życiorysach, podróże urlopowe, wodniacy wymieniali doświadczenia. Padła propozycja urządzenia spotkania na jeziorach, państwo Pałysowie ponowili zaproszenie do siebie. W sprawie witryny postanowiono zaczekać na dalszych udziałowców i raczej kontynuować ją na obecnym poziomie. 3 zdj. (0,2 Mb) od Krzysztofa.

5 marca - Kominkowe spotkanie harcerzy z okazji 92-lecia 21. WDH. Obecne wszystkie pokolenia harcerzy, od zaaferowanych pędraków zaczynając. Wystawa pamiątek, uroczyste wprowadzenie sztandaru, prezentacja wszystkich pokoleń 21-ej, od przedwojnia, przez czas wojny i po wojnie, czas liwidacji i wznowienia działalności (w czym uczestniczyliśmy), po dzień dzisiejszy. M.in. Krzysztof P. przybliżył sylwetkę naszego patrona, gen. Ignacego Prądzyńskiego, oraz opowiadał o naszych młodych czasach. 5 zdj. (0,3 Mb).

2004

2 listopada - W ten Dzień Zaduszny cieszyliśmy się przebywającymi krótko w Polsce Jurkiem F. i Teresą Sz. Spotkanie miało miejsce w d. Hortexie przy pl. Konstytucji (teraz "U Jachacego"), co zorganizował – świetnie, jak zawsze – Krzysztof P.  Poza wymienionymi, winko popijali, stare dzieje wspominali i nowe obgadywali: Iwona B., Marysia F., Marek K., Teresa O., Marek P., Wojtek Sz., Janek W. i Marek B. Wszyscy piękni (panie zwłaszcza) i młodzi, choć co poniektórym nie wolno pożywać wszystkich darów Bożych. W telegraficznym skrócie: Jurek wybiera się do kraju wczesną wiosną i jeszcze nie myśli o emeryturze, Krzysztof - przeciwnie, myśli, ale założył własną firmę budowlaną, Teresa O. wybiera się na zjazd rodzinny do Orlando, Fla. 14 zdj. (0,9 Mb).

30 października - [mail Iwony B.:] Sobota 30 pażdziernika upłynęła pod znakiem Pań noszących imię TERESA. Otóż, kilka dni temu przyjechała do Warszawy nasza "Belgijka", czyli TERESA Szymańska, spotkałyśmy się w pięknej willi, gdzie honory Pani domu pełniła TERESA Domaszewska (o tym, jak je pełniła - tutaj), a na spotkaniu obecna była, po raz pierwszy od momentu Jej odnalezienia, TERESA Hampel. Oczywiscie, nie zabrakło również TERESY Osowskiej, która, szczęśliwie dla nas, powróciła już ze swoich wojaży po Azji pd-wsch. Oprócz pań o imieniu TERESA, spotkały sie jeszcze: Bożena Gościniak, Barbara Lichoń, Maria Filipek i pisząca te słowa.
[MB:] Brak informacji, czy robiono zdjęcia.

16 lipca - [mail Andrzeja K.:] Kontakt nieformalny odbył się na tarasie Andrzeja Kołaczkowskiego pod Hannowerem, a udział wzięli Joanna i Jan Wojciechowscy w drodze do Teresy Szymańskiej. Przy kiełbaskach z grilla i piwie gospodarz dowiadywał się szczegółów ze zjazdu. Bardzo wam zazdrościł. :) …  3 zdj. (0,2 Mb).

7 lipca - Jola Hornziel, ongiś właścicielka burzy rudych włosów, dziś sympatyczna i bezpośrednia właścicielka rudych włosów, spotkała się z nami, przebywając krótko w Warszawie. Relacja Iwony oraz 5 zdj. (0,3 Mb).

7 maja - sprowokowany przez Teresę Sz. wypad do Kazimierza, w towarzystwie Marysi, Krzysztofa, Marka K. i jego kuzyna. Zwiedzano, chodzono po galeriach, robiono zakupy. Obiad w "Zielonej Tawernie", potem prom przez Wisłę i ruiny zamku w Janowcu. 5 zdj. (0,3 Mb).

4 maja - damski "zjazd klasowy" u Iwony. Pokłosiem jest to zdjęcie (udostępnione przez Teresę Sz.) oraz to oświadczenie.
[MB:] Skoro piękniejsza część klasy przekomarza się z nami, kładąc na szalę wrodzoną delikatność i takt, to my panowie, połóżmy na drugą szalę wrodzoną polityczną niepoprawność męskich oczu.

1 maja - pożegnanie Wojtka W. na lotnisku w obecności: Teresy Sz., Teresy O., Iwony, Marka K., Krzysztofa i Pawła. Tu reakcja Wojtka, ujmująca. Dzień zwieńczono obiadem w Zamku Ujazdowskim.

29 kwietnia - robocze spotkanie u Marka B. w kwestii witryny klasowej (Wojtek W., Krzysztof oraz …Jurek Bednarz, odnaleziony tegoż dnia via Internet). 3 zdj. (0,2 Mb)

24 kwietnia - II zjazd klasy. Kto mógł być, to był, kto nie mógł - napisał, albo zadzwonił. Wspaniali gospodarze - pp. Kozłowscy (i pies), gościnny, pełen technicznych cudeniek dom, i ta atmosfera… Tu lista obecności, sprawdzona z całą surowością, a niżej zdjęcia:
zestaw 1:  27 zdj. (0,5 Mb)
zestaw 2:  24 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3:  18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4:  15 zdj. (0,8 Mb)

Nadto relacja Jurka H. oraz refleksja Iwony, a także impresje Piotrka. Nie umówiliśmy się na następne spotkanie, bo i po co, przecież będzie.

2003

18 października - M. Małecki zaprosił nas na recital Ulepiły mnie zdolne anioły swojej utalentowanej podopiecznej, p. Ewy Bułhak - Rewak. Przy fortepianie zasiadał sam Maciek - kompozytor wszytkich piosenek. Po recitalu - lampka wina z udziałem wykonawców. Dzięki, Maćku!

13 września - I zjazd klasy, tzn. ponowne spotkanie, tym razem we wspaniałym domu pp. Piętaków w Starej Miłosnej. Gospodarze pięknie ugościli: M. Filipek, M. Grochowskiego, T. Hertza, M. Kozłowskiego, M. Małeckiego, T. Osowską, M. Pałysa, W. Szemetyłłę z żoną, T. Szymańską, P. Willmanna, J. Wojciechowskiego z żoną, oraz M. Badowskiego. Powspominaliśmy, chwaliliśmy kulinarne dzieła gospodarzy i naszych koleżanek, Krzysztof pokazywał plony swojej zbieraczej pasji ze swych podróży. Umówilismy się wstępnie na następne spotkanie wiosną (być może gospodarzem będzie M. Pałys). Kieliszki uzupełniała Mania, żona Wojtka, która nadto pstrykała, pstrykała… Inni też. Oto efekty:

zestaw 1:  13 zdj. (0,2 Mb)
zestaw 2:  18 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 3:  15 zdj. (1,0 Mb)
zestaw 4:    9 zdj. (0,5 Mb)
zestaw 5:  16 zdj. (0,6 Mb)

7 września - Pierwsze po 45 latach spotkanie klasowe, Hotel Europejski. Animatorem był Krzysztof Piętak, a okazją - pobyt w kraju Teresy Szymańskiej, mieszkającej na stałe w Belgii. Obecni: nasz b. wychowawca Z. Marek (RIP) oraz I. Byczkowska - Badowska, M. Filipek - Bonaszewska, T. Hertz, B. Lichoń - Kryczyńska, M. Małecki, T. Osowska - Grzybowska, K. Piętak, T. Szymańska - Timmermans, P. Willmann i J. Wojciechowski. 13 zdj. (0,9 Mb).

15 lutego - Obchody 90-tej rocznicy powstania 21. WDH w starej "budzie". Obecni byli harcerze wszystkich pokoleń. Z naszej klasy: K. Piętak, P. Willmann, W. Szemetyłło oraz M. Badowski. 6 zdj. (0,4 Mb).

2002

12 stycznia - II Bal Absolwentów. Znowu znane nazwiska, m.in. Magda Umer, Jan Lityński, Michał Kleiber - min. Nauki, Jerzy Woźnicki - rektor PW, Marek Borowski. Od nas: K. Piętak, W. Szemetyłło z żoną, P. Willmann z żoną, J. Wojciechowski z żoną, a także Z. Marek (RIP) i I. Piekut-Krawczyk. 8 zdj. (0,4 Mb).

2000

26 lutego - I Bal Absolwentów w Staszicu. Przekrój pokoleń, znane nazwiska. Od nas: A. Kołaczkowski, K. Piętak, W. Szemetyłło z żoną, oraz Z. Marek (RIP) i I. Piekut-Krawczyk - nasi nauczyciele. 8 zdj. (0,4 Mb).